Ściąga z włoskiej wymowy dla petrolhedów

Dziś będzie wpis z takich, które lubię najbardziej – czyli wpis, w którym będę mógł się trochę powymądrzać. Zainspirowała mnie do jego stworzenia sierpniowa wizyta w Zamku Topacz i wszystkie karmany dżije, które tam zobaczyłem (i usłyszałem).

Otóz uważam, że znajomość jakichś minimalnych podstaw języka włoskiego jest miłośnikowi motoryzacji niezbędna. A już szczególnie motoryzacji klasycznej. Tymczasem każdy potrafi przecież powiedzieć frutti di mare i pizza marinara, więc nie ma się nad czym rozwodzić i można czytać tak jak nam się wydaje. A jednak nie do końca.

Tak więc Panie i Panowie, cubino.pl przedstawia: krótki alfabetyczny przewodnik po tym jak czytamy włoskie nazwy.

A jak Argenta

Wszyscy chyba wiedzą, jak wymawiać nazwę ostatniej fajnej limuzyny Fiata: [ardżenta]. „G” wymawiamy jak [dż], ale uwaga: tylko przed „e” lub „i”. W pozostałych przypadkach jako [g], czyli tak jak po polsku. Patrz: Lamborghini, Ghia.

B jak Barchetta

Barchetta, czyli łódeczka, to nazwa sympatycznego (choć ponoć strasznie awaryjnego) włoskiego roadstera. Wymawiamy ją [barketta], ponieważ literę „c” generalnie wymawiamy po włosku jako [k]. W szczególności, zbitki „ch” nie wymawiamy jako [cz] – to nie jest język hiszpański! „Ch” wymawiamy po włosku jako [k]. Na przykład nazwy marki fotelików dziecięcych Chicco NIE wymawia się [czikko], jak to się często w Polsce słyszy, tylko [kikko].

C jak Cisitalia

A tu, dla odmiany, „c” wymawiamy jak [cz]. Dlaczego? Ponieważ przed „e” oraz „i”,  „c” wymawiamy jako [cz]. I tylko wtedy.

D jak Dobl?

Generalnie, po włosku akcent pada – podobnie jak po polsku – na drugą lub trzecią sylabę od końca. Ale nie zawsze. Przeważnie jest to w piśmie zaznaczone znakiem akcentu, i całe szczęście, bo zdarza się, że słowa zmieniają znaczenie zależnie od akcentu. Na przykład „papa” z akcentem na pierwszą sylabę to papież, a „pap?”, z akcentem na drugą, to tata. Z fiatem dobl? jest prościej – po prostu jedyna opcja to akcent na ostatnią sylabę, i usłużni Włosi nam to wyraźnie zaznaczyli.

E wymawia się jak polskie „e”, i tyle. Nie ma co komplikować.

F jak Fiat

Czy może być jakaś pułapka w wymowie nazwy Fiat, tak świetnie znanej w Polsce? Otóż, wbrew pozorom, tak. Litera „i”, jeśli następuje po niej samogłoska, tworzy po włosku osobną sylabę. Prawidłowo nie wymawia się więc [fiat] tylko [fijat]. Podobnie jak słowa kończące się na „ia” lub „ie”, na przykład „pizzeria” – [piccerija] a nie [picceria]. Oczywiście nikt tak po polsku nie mówi, bo brzmiałoby to pretensjonalnie, ale po włosku prawidłowo właśnie tak się wymawia.

G jak Ghia

Ghia wymawia się [gija]. Nie [dżija], nie [dżia]. Dlaczego – to już wyjaśniłem powyżej. Raz, że po „g” nie ma ani „e” ani „i”, dwa, że „i” tworzy swoją osobą sylabę.

H

H po włosku nigdy nie jest wymawiane. Czasami, w słowach obcego pochodzenia w ogóle się je pomija – na przykład Hamburg to po włosku „Amburgo”. Serio. Ale „h” gra szczególną rolę po „g” albo „c” – wstawiane jest tam w zestawieniach „chi”, „che”, „ghi”, „ghe” po to, żeby oddzielić te litery od „i” lub „e”, i żeby NIE czytało się ich jako [dż] lub [cz].

I jak Isotta Fraschini

Nazwa tej szacownej marki posłuży nam do zilustrowania dwóch zasad. Po pierwsze, Fraschini wymawia się jako [fraskini]. Niby logiczne, przecież po „c” nie ma ani „e” ani „i”, ale wiele osób znających niemiecki ma pokusę, żeby powiedzieć [fraszini]. Źle.

Po drugie, podwójne spółgłoski, takie jak „t” w słowie „Isotta”, wymawiamy po włosku podwójnie, jeśli są otoczone przez samogłoski. [Izotta], a nie [izota]. Niby proste, ale często słyszy się, jak ktoś w restauracji zamawia [pene] a nie [penne] („penne”, czyli pióra, to włoska nazwa makaronu rurek). To dosyć zabawny błąd, bo „pene” przez jedno „n” oznacza po prostu penisa.

K jak Khamsin

Nazwa tego modelu Maserati pochodzi z języka arabskiego i jest przykładem na to, że jeśli w obcym słowie mamy literę „h”, to po prostu ją ignorujemy. W tym przypadku wymowa to [kamzin]. Uwaga – nie dotyczy to angielskich słów zaimportowanych w ostatnich latach, które wymawia się z grubsza zgodnie z ich angielską wymową.

L jak Lamborghini

Oczywiście wymawiamy [lamborgini], a nie [lambordżini], punto (czyli kropka).

M jak Maserati

Maserati wymawiamy [mazerati], a nie [maserati], ponieważ „s” po którym jest samogłoska przekształca sie w [z]. Patrz wyżej: Cisitalia, Khamsin, Isotta.

Q jak Quattroporte

Maserati quattroporte, czyli „czterydrzwi”. Cóż za kreatywna nazwa. Wymawiamy ją [kłatroporte], bo jest to jeden z tych przypadków, kiedy podwójną spółgłoskę wymawia się pojedynczo (bo nie ma po niej samogłoski).

S jak Spider

Spider to po włosku po prostu kabriolet. Najbardziej znana jest oczywiście alfa spider duetto, taka, jaką w „Absolwencie” jeździł Dustin Hoffman, ale złota epoka włoskiej motoryzacji (czyli lata ’60-’70) wyprodukowała różnych spiderów całe mnóstwo. A słowo to wymawia się z angielska, jako [spajder].

V jak Vignale

Zbitka „gn” występująca w środku nazwy tej znamienitej marki karoseryjnej wymawiana jest z grubsza jako [ń]. A więc [winiale]. Zadanie na dodatkowy punkt: jak wymawia się nazwę popularnych klusek ziemniaczanych, czyli gnocchi?

Jest jeszcze drugie, pokrewne zestawienie: „gl”, którego nie znalazłem w nazwie żadnej marki samochodów, choć jest np w słowie „bagagliaio” czyli bagażnik. Mało który Polak potrafi to dobrze wymówić -„gl” to tak jakby miękkie „l”, podobnie jak „gn” to miękkie „n”. Język słowacki ma taką głoskę, l’, a my musimy sobie jakoś radzić. Można po prostu wymawiać „l”, Wojtyła tak mówił i mu wybaczyli.

W jak Walter de Silva

Język włoski generalnie jest – o dziwo – bardzo regularny i uporządkowany. Zasady ma logiczne a wyjątków mało. Wszystko to bierze jednakowoż w łeb przy próbie ogarnięcia wymowy litery W, której w zasadzie Włosi w ogóle nie znają.

„W” pojawia się w słowach obcego pochodzenia, i jest wymawiane tak jak po polsku. Imię znanego stylisty wymawiamy więc po prostu [Walter]. Również w angielskich słowach od dawna zadomowionych we włoszczyźnie „w” pozostaje [w] – na przykład toaleta to „water’, wymawiane jako [water] a nie [łoter].

Ale już w słowach niedawno importowanych z angielskiego „w” wymawiane jest jako „ł”. Na przykład kombi to „station wagon” czyli [stejszon łagon].

Co ciekawe, przy literowaniu nazw litera „w” to normalnie [doppia wu] – czyli podwójne v. Ale marka BMW to [bi emme wu], to że v jest podwójne gdzieś ginie.

Y jak Ypsilon

Ypsilon to po włosku igrek, kolejna litera, której Włosi nie mają, ale mają dla niej nazwę, na wypadek gdyby trzeba było coś przeliterować, albo nazwać jakiś samochód. Na przykład lancię ypsilon, pierwsze chyba małe auto, które chciało być premium. Wymawiamy [ipsilon].

Z jak Zagato

„Z” na początku słowa to [dz]. Mówimy więc [dzagato], lancia [dzeta], a jeśli jakiś Włoch ma opla zafira, to mówi na niego [dzafira]. W innych przypadkach „z” wymawiamy jako [c].

I jeszcze jedno: każdy samochód w jezyku włoskim jest rodzaju żeńskiego. Jest więc una alfa, una lancia czy una kia, ale również una mercedes, una fiat czy una BMW. Nie wynika to z jakiegoś romantycznego stosunku Włochów do motoryzacji, tylko z faktu, że słowo samochód – „macchina” – jest również rodzaju żeńskiego, więc wszystkie nazwy marek dziedziczą po nim rodzaj gramatyczny. Jak klasy w Javie, jeśli komuś to łatwiej trafia do przekonania. Czy wspominałem już, że język włoski jest logiczny i regularny?

27 thoughts on “Ściąga z włoskiej wymowy dla petrolhedów

  1. W klimatach włoskich, bo nie wiem czy Sz.P. Gospodarz już był w Mediolanie czy nie. Ja właśnie się zbieram do powrotu z mediolańskiego urlopu, i „rady” mam takie:
    0. Na obejrzenie Expo, Arese i wystaw towarzyszących Expo w mieście trzeba liczyć minimum trzy dni.
    1. Expo na tak, najlepiej rano obejść te bardziej egzotyczne ekspozycje, bo po 18 bilety dla lokalsów są po 5 EUR i tłumy się robią. Japonia, Arabia itp to chyba te najbardziej oblegane. Francja ma zjawiskowego foodtracka, trzeba zobaczyć!
    2. Na Expo nie polecam jeść, bo jedzenie jest raczej drogie i lotniskowego standardu, najbardziej sensowne były holenderskie foodtracki, resztę lepiej ominąć i zjeść coś w mieście. Jak na wystawę, której głównym tematem jest wyżywienie to naprawdę kiepsko.
    3. Należy wybrać się do Triennale by zobaczyć wystawę Food and Art, jest dużo lepsza niż większość ekspozycji głównych. Jest też bardzo długa (podzielona na 3 części). Wszystko w cenie tego samego biletu.
    4. Polecam Mercato Metropolitano i resztę rzeczy, które dzieją się w okolicach Porta Genova i Naviglio Grande, zwłaszcza gdy lubi się kraftowe piwo i dobre jedzenie w przystępnych cenach.

    Arese jest fantastyczne, chociaż mocno tendencyjne, dużo bardziej jest to laurka dla marki niż muzeum historyczne. Najwięcej treści jest poświęcone okresowi do lat 70-tych, późniejszy okres jest potraktowany po macoszemu, no i nie ma dostawczawków i trolejbusów. Dzieciom (i tatom) na pewno do gustu przypadnie kino 4D i Oculus Rift z przejażdżką 4C. Cała ekspozycja jest sensownie zorganizowana, a muzeum jest ładne jako obiekt. Nie obyło się niestety bez przykrych niespodzianek, gdyż transport z Mediolanu do muzeum jest słaby (minimum trzy różne środki transportu publicznego), a dojazd i parking są skąpo oznakowane. Co, biorąc pod uwagę że FCA jest sponsorem wystawy, samo muzeum jest reklamowane na Expo i że z biletami z Expo dostaje się zniżkę, jest dosyć dziwne.

    • Dzięki za pro-tipy. W Mediolanie ostatni raz byłem tydzień przed startem Expo, więc ani wystawy, ani muzeum w Arese jeszcze nie miałem okazji zobaczyć, niestety.

    • Dawno. Ale argenta też zdanżała. W sumie to 132 po lifcie, nespa?

      Jeszcze była croma, dla przyjaciół kromka, która zapisała się w historii głównie jako służbowa fura komisarzy Giovanniego Falcone i Paolo Borsellino. W wersji przed liftem to w sumie nie było słabe auto, i naprawdę ostatnia limuzyna marki fiat.

      • Nespa nespa. Ale Argenta nie miała już tej charyzmy i Croma też nie miała jej zbyt wiele. Natomiast 132 kipiała (dla mnie) ukrytym testosteronem. Dzieckiem będąc miałem zamiar kupić ją, jak dorosnę, niestety zanim dorosłem wszystkie zostały już pożarte przez utlenienie. Nawet bywając wielokrotnie we Włoszech nie widziałem ani jednej. (Wiem, wiem, była w Classicauto swego czasu. Ja tylko uogólniam.).

        • Mogłem kiedyś kupić za 3000 ojro piękną 132 z pierwszej serii, z południa Francji… tylko nie miałem akurat jak po nią pojechać ani komu zlecić transport. Ech.

  2. Zadanie za punkcik dodatkowy: niokki? Tak szczelam. Uczyłem się włoskiego przez ponad 2 lata, nie nauczyłem się NIC. Zmemoryzowałem jedynie początek bajki o Czerwonym Kapturku (C’era una volta ina ragazzina che tutti chiamavano Capucetto Rosso dal’ capucetto che portava sempre in testa). Ale wymowę mam w miarę ogarniętą.

    • Capucetto Rosso. Cuś pięknego.
      A propos zabytkowej włoszczyzny samochodowej- właśnie wróciłem z kina z „Kryptonim U.N.C.L.E.” – och, jest co oglądać, Szanowni Współkomentujący, no i rozrywka przednia. Nie tylko włoska, bardzo internacjonalistyczna rzekłbym. Scenografowie przyłożyli się tam solidnie do roboty. Polecam!
      (Uwaga, kometarz zawierał lokowanie produktu popkultury).

    • Zmemoryzować po włosku powinno się przede wszystkim zdanie „quel ramo di lago di Como che volge al mezzogiorno, tra due catene non interrotte di monti, tutto a seni e a golfi, a seconda dello sporgere e del rientrare di quelli, vien, quasi a un tratto, a ristringersi, e a prender corso e figura di fiume, tra un promontorio a destra, e un?ampia costiera dall?altra parte.” (A to jeszcze nie jest nawet całe zdanie).

      To tak jakby po polsku pamiętać początek Pana Tadeusza. Robi wrażenie na dziewczynach 🙂

  3. Zdecydowanie przydatny słowniczek, choć w dużej większości już mi znany.
    Tymczasem na południu Włoch, z którego niedawno wróciłem, lekkie zaskoczenie: samochód numer 1 to Lancia Ypsilon wszystkich generacji, od Y10 do najnowszej. No może gdyby nie liczyć Fiata Panda. Alfa Romeo to rarytas, a częściej od nich spotykałem klasyczne Fiaty 500. VW to produkt niszowy, przez dwa tygodnie widziałem może ze trzy Passaty. Zupełnie odwrotnie niż u nas.

  4. Vittoria jeździła Jagiem E cabrio. 250GTO tylko stało i patrzyło wyłupiastymi ślepiami. Ale stylówa jest tam ogólnie wspaniała. Oczywiścia nie rozumiem różnych smaczków dotyczących mody męskiej i damskiej, bo ja pozamodowy jestem. Ale smaczki automobilowe są z klasą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *