MotoClassic Wrocław – Pebl Bicz na naszą miarę

Podobno doroczna impreza MotoClassic Wrocław w zamku (a właściwie pałacyku) Topacz to taki polski konkurs elegancji w Pebble Beach. No nie wiem. Nie byłem w Pebble Beach, ale znajomi byli w Villa d’Este i jest to impreza, gdzie panowie przychodzą w kompletach klubowych a panie w kapeluszach. Pije się prosecco i nie sprzedaje się mięska z grilla na plastikowych talerzykach.

MotoClassic zyskało taką markę raczej dlatego, że nie odbywa się na klepisku pod stadionem albo w blaszanej hali, tylko w miarę eleganckich okolicznościach przyrody. Plus samo muzeum w Topaczu ma sporo eleganckich i drogich eksponatów. W tym roku przyjechałem na tę imprezę po raz pierwszy, więc nie wszystkie z nich widziałem. Raczej mam wrażenie, że sporo mi jeszcze zostało do obejrzenia, bo było tak gorąco, że mojej córce szybko zapaliła się kontrolka „overheating”, i żeby zapobiec „total system failure” musiałem się ewakuować szybciej niż planowałem. Przez to nie zobaczyłem się np z kolegą Qropatwą ze Szrociaków, który miał swoją przefajną plenerową wystawę, o czym niżej.

Jakkolwiek by te porównania do konkursów elegancji nie były przesadzone, to impreza jest zacna i na pewno warto ją odwiedzić.

No a teraz zdjęcia.

Na początek trochę żelaza z parkingu przed wejściem.

Przegapił Złombol.

Luigi, ty tutaj!

Merc chyba z padniętym hydro TYM CO TO MERCEDES ZGAPIŁ OD CITROENA ALE TAK SPRYTNIE, ŻEBY ŻABOJADY NIE MOGŁY ICH POZWAĆ. C’est vrai. Auto na sprzedaż.

Karman ghia. Przechodzący pan Janusz objaśnia małżonce, patrz Grażynka, Karman dżija.

Logotypy marek to taki mój mały fetysz.

Ciekawe czy to Tajemniczy Brodacz przyjechał ze swojej Legnicy, Świdnicy czy Oleśnicy, nie rozróżniam tych miasteczek na Ziemiach Pozyskanych.

Dobra, wchodzimy na teren. Pan Janusz do żony, te zobacz Grażynka, szrocianki he he, nieźle ktoś wymyślił.

Przepraszam za kiczowate filtry, ale właśnie ściągnąłem sobie do Lightrooma pakiet „Grunge” i uznałem, że ten klimat tu pasuje.

Wartburg.

Inny wartburg, tylko że borgward (cubino się nie zna, prawdziwy petrolhed od razu by rozpoznał).

Kolejny karman dżija.

Tatra. Maska celowo otwarta, żeby pokazać, że Pepiki zapomnieli włożyć silnika.

Dobra, koniec z filtrami. Po szrociankach przechodzimy na fenomenalne stoisko z rodzimymi (głównie) jednośladami. Fajnie, że było ich tak dużo, chyba byliśmy potęgą w klasie 125, chociaż czym różniły się od siebie te wszystkie gile, kobuzy, perkozy i flamingi to ciężko powiedzieć. Może to taka wiedza tajemna, jak znajomość wszystkich odmian limitowanych citroena BX.

Skutery też były.

I milicja na emzetach, która wszystkiego pilnowała. Porządek to ważna sprawa na takich imprezach.

Jak na każdej tego typu imprezie, sporo było samochodów, które jadąc europejskimi drogami muszą mieć tabliczkę „CONVOI EXCEPTIONEL”.

Wśród nich wyróżniał się przepiękny studebaker gt hawk. Dowód na to (jakby ktoś potrzebował dowodu), że można mieć i długą tradycję, i dobry produkt, i świetne wzornictwo, a i tak przegra się na rynku z wielkimi korpo.

Godne miejsce zajmował dział fiata. Był na przykład fiat 124, którego plany Włosi ukradli Rosjanom (przygotowującym wtedy do produkcji ładę 2101). Jak cała sprawa wyszła na jaw, za karę musieli wykupić za ciężkie pieniądze prawa do sponsorowania miasta, gdzie zbudowano fabrykę łady, i nadania mu włoskiej nazwy Togliatti. To wszystko potwierdzona historia.

LA VERA MULTIPLA.

Wczesny seat ibiza.

„Join the army, they said”. Trzeba przyznać, że nieźle to wszystko odtworzyli, a ilość zwiezionego sprzętu była imponująca.

Toyota crown na stoisku Klasyki Gatunku. Robiła wrażenie. To jest faktycznie poprzednik lexusa.

Ech te miękkie welury. Oczywiście w desce rozdzielczej zegarek jak we współczesnym aurisie (BTW zauważyłem, że w GSA też taki mam! Japońce zerżnęli design od Francuzów!)

Inna toyota na stoisku dealera Toyoty.

W ogóle dealerzy kilku marek mieli swoje stoiska na imprezie i opróćz aut współczesnych wystawiali tam ładne klasyki. Tu np Volkswagen i kolejny karman dżija w stanie barn find. Szacunek za odwagę wystawienia auta bez błyszczącego lakieru i chromów.

Za to na tym samym stoisku widziałem najbardziej kuriozalne hasło reklamowe branży motoryzacyjnej ever. Passat, wybór doskonałego konformisty, wierzącego, że idzie własną drogą.

To też w zasadzie volkswagen, ale na stoisku Porsche.

Inne volkswageny, niektóre na sprzedaż.

Te też na sprzedaż, w ramach aukcji charytatywnej prowadzonej przez organizatorów.

Jeszcze w temacie garbusów. Garbaty saab, bywalec wielu imprez.

Garbata warszawa.

Rondo imienia Krajów Demokracji Ludowej.

To zawieszenie z przodu to tak seryjnie?

Kolekcja zetorów.

Kolekcja straży pożarnej. A może zabezpieczenie imprezy po prostu.

Jedno z najciekawszych aut imprezy: NSU ro 80. Ciekawe czy wciąż z oryginalnym silnikiem Wankla.

Ślicznotki z wyższych sfer.

BMW dixi. Jakie to jest małe i kruche auto to ja nawet nie.

Trochę fajnego złomu na sprzedaż. Celica w ładnym stanie.

CX z obłażącym lakierem (do przeżycia) i zniszczonym wnętrzem (nie do przeżycia).

Ja rozumiem, że to jest fajne auto i w ogóle, ale ten kto chce je sprzedaż za bodaj 20 tys PLN chyba nie czuje tętna pulsu rynku i tego jak cenione są u nas jaktajmery z Francji.

No i na koniec sztos sztosów, najpiękniejsze auto na imprezie, czarna tatra. Prawie jak czarna wołga. Porywała dzieci i wywoziła je na knedliczki z piwem.

6 thoughts on “MotoClassic Wrocław – Pebl Bicz na naszą miarę

  1. Jaranie się logotypami marek i modeli to również mój fetysz. Ogólnie ja jakiś dziwny jestem, bo zamiast jarać się całą karoserią/sylwetką danego auta wolę się ślinić do drobnych detali – klamki, popielniczki, rygle zamków, ozdóbki, itp. Gdybym prowadził własnego bloga, napisałbym top 10 najfajniejszych klamek zewnętrznych w samochodach. W top 3 na pewno znalazłby się Fiat Barchetta.
    Co do samego Pebl Bicz w Topaczu – słyszałem, że z roku na rok jest coraz zacniej, może wybiorę się następnym razem.
    P.S.: Czy jakiś znawca Toyot wie, w którym modelu pierwszy raz pojawił się ten legendarny zegarek elektroniczny? Jestem ciekaw. 😀

  2. To miło mi, że wystawa się podobała.
    Odbiór nazwy „Szrociaki” był dla mnie najmilszym akcentem imprezy – zwłaszcza dzieciaki krzyczące do rodziców – Mamo, mamo patrz jakie fajne szrociaki! Kontent był żem w diabły. Gorzej, że później Ci sami rodzice masowo próbowali zainstalować się we wnętrzach szrociaków… A drzwi 312 Coupe były już bardzo zmęczone. Myślę, że jeden dzień więcej i zostałby komuś w rękach.

  3. Z innych kuriozalnych reklam VW, dealer niedaleko mnie promuje nowego Passata hasłem „Tak samo zaawansowany jak ty”. Czy tylko mi to brzmi komicznie?
    Wystawę Szrociaków już propsowałem u samego wystawcy ale powiem jeszcze raz. Klasa.
    Mega robotę robi też ten Crown od Klasyki Gatunku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *