Sześć najlepszych rzeczy w nowych autach

„Nowe samochody są coraz gorsze”. „Najgorsze ficzery współczesnych samochodów”. „Kiedyś to były auta, teraz to plastikowe jednorazówki”. Upadek motoryzacji to temat, który złomoblogosfera zajechała jak górnicy Łyska z pokładu Idy. Wszystko jest źle, a będzie coraz gorzej, syrena 105 była lepsza od dowolnego nowego auta. Przeczytałem tyle tekstów i komentarzy w ten deseń, że w końcu włączył mi się mod kontrariański i postanowiłem spisać rzeczy, które we współczesnych samochodach są wyraźnie lepsze niż w tych godnych zezłomowania wrakach ze skansenu motoryzacji, jak by powiedział redaktor Kublik.

Bo przecież, obiektywnie patrząc, coś się tym konstruktorom i producentom udało. Przeciętny współczesny samochód jest lepszym urządzeniem do podróżowania niż jego odpowiednik sprzed 30 czy 40 lat. Co prawda, nie o tyle lepszym, ile mógłby być, gdyby nie normy, przepisy, czy lajfstajlowe trendy, ale jednak lepszym. Pamiętam dobrze klasyki z czasów kiedy nie były jeszcze klasykami – trabanta, syrenę, malucha, skodę 105, różne polonezy; mam też przeżycia z dwoma jaktajmerami kupionymi już współcześnie. To mi daje jakąś skalę porównawczą. Jest postęp. Metodą „dwa szaga wpieriod i szag nazad”, ale jednak.

Co zresztą nie zmienia mojego zdania na temat rychłego końca indywidualnej motoryzacji w takiej formie, jaką znamy, ale z zupełnie innych przyczyn. Po prostu samochód przestaje – a na Zachodzie już przestał – być przedmiotem budzącym emocje, pożądanie, fascynacje. Jest urządzeniem, takim jak lodówka, pralka czy telewizor, za to niosącym z sobą dużo więcej kosztów i kłopotów. Ma być prosty w obsłudze, niekłopotliwy, a najlepiej, jeśli możemy go używać, a nie posiadać.

No ale przejdźmy do rzeczy. Co jest lepsze we współczesnych wozach:

1. Zawsze odpalają.

Serio. Jedyny raz, kiedy współczesne auto mnie zawiodło, zdarzył się kiedy źle zamontowany alarm w hondzie civic rozładował jej akumulator. Podłączenie drugiego na kable załatwiło sprawę. Poza tym nic. Zostawiałem na mrozie zmęczonego fiata stilo jtd z 220 kkm oficjalnego przebiegu, albo forda fiestę z elektryką składaną przez Mirka handlarza – zawsze odpalały bez problemu. Teraz proszę cofnąć się pamięcią – kto może – do lat ’80 albo wczesnych ’90, i przypomnieć sobie poranny dźwięk katowanych rozruszników na osiedlowych parkingach, i te emocje – odpali, nie odpali? Za dużo ssania, czy dobrze? A może zalałem świece? Może iskra za słaba? Oj, w sobotę trzeba będzie wyregulować zapłon.

Podobnie z moim klasykami. Saab z mechanicznym wtryskiem odpalał albo na zimno, albo na gorąco. Lekko ostygły startował bardzo niechętnie. Uruchamianie citroena GSA to magiczna sztuka, której opanowanie zajęło mi parę tygodni i zapalało tabliczki „Nadmiar spalin, opuść garaż” (nic dziwnego, bo pracujący na pełnym ssaniu GSA wydalał z siebie piekielne wyziewy, a musiał chwilę tak pochodzić, inaczej nie miał mocy na wyjechanie pod górę z garażu). Co prawda, to ostatnie okazało sie problemem z ogrzewaniem i regulacją gaźnika, ale mimo wszystko.

2. Są cichsze.

Saab 900, czyli krokodyl, samochód bądź co bądź aspirujący w swoich czasach do klasy średniej-wyższej, przy 120 km/h na godzinę jest tak głośny, że ciężko jest swobodnie rozmawiać, nie mówiąc już o słuchaniu muzyki (dotyczy silnika 8V, 16V jest zauważalnie cichszy). Tańsze auta z tamtych czasów wypadają jeszcze gorzej, o ile w ogóle są w stanie osiągnąć takie prędkości (do tego jeszcze dojdziemy). Do hałasu silnika dochodzą jeszcze szumy wiatru od szyb montowanych na gumowe uszczelki, wycie mostu, skrzyni czy wibracje źle zmontowanego wnętrza (nota bene, tu wyrazy uznania należą się francuskim inżynierom – GSA, choć chłodzony powietrzem, jest znośnie cichy do jakichś 100 km/h).

Właściwie dowolne auto z dzisiejszych czasów, o ile tylko ma sześciobiegową skrzynię, jest w stanie jechać z prędkością autostradową i nie męczyć hałasem. Ba, moja służbowa insignia z turbobenzyną, cokolwiek by nie mówić na jej temat (a można powiedzieć sporo rzeczy złych), w mieście sprawia wrażenie samochodu elektrycznego.

Jasne, można powiedzieć, że to wszystko lipa, bo i tak najpiękniejszy jest bulgot dużego V8. I pewnie jest, na zlocie czy kruzingu po mieście. Jak mam jechać 300 czy 500 km, to wolę słyszeć tylko szum wiatru i grające radio. Co prowadzi nas do punktu 3.

3. Mają nieporównanie lepszy sprzęt audio.

OK, to mój osobniczy punkt widzenia, który nie każdy musi podzielać. Każdy miłośnik motoryzacji ma inne rzeczy które go kręcą i wywołują ciarki na plecach. Jeden lubi gang V8. Drugi kręcić bączki pod Selgrosem. Inny perfekcyjnie wziąć zakręt na torze. Ja lubię napieprzać nocą po podświetlonym Moście Siekierkowskim, słuchając na cały regulator Florence and the Machine. A do tego jest potrzebne coś co gra, i nie jest radiem „Safari”.

Oczywiście, audio to rzecz nabyta. Można sobie zamontować cuda wianki i do poloneza, a z drugiej strony, to co dostajemy w standardzie od fabryki nie jest szczytem marzeń audiofila. Niemniej jednak. W większości aut od kompaktu wzwyż, fabryczne audio nie kaleczy uszu (uwaga – z jakichś przyczyn nie dotyczy Volkswagena, standardowe radio w golfie brzmi gorzej niż Safari).

4. Jeżdżą szybciej.

Ja, zasadniczo, nie bardzo jaram się prędkością. W dodatku, im mocniejsze mam auta, tym jeżdżę mniej agresywnie. Najmocniej cisnąłem moją dziewięćdziesięciokonną hondę civic VI, dawno dawno temu.

Tak się jednak składa, że jeśli wyjeżdżam gdzieś poza miasto stołeczne (w którym, jako importowany słoik mieszkam), to jeżdżę głównie po dwupasmówkach. Trójmiasto – autostrada. Niemcy, Francja, Beneluks – autostrada. Wrocław, i dalej richtung München – prawie autostrada. Katowice, Ostrava, Austria, Chorwacja – no, tu jest miks, ale jednak większość to takie czy inne dwupasmówki.

A że wyjeżdżam często, to zależy mi na sprawnym poruszaniu się tymi wybudowanymi za piniondze Angeli Merkel cudami inżynierii. Czyli chciałbym jechać maksymalną dozwoloną przez prawo prędkością (serio serio – rzadko przekraczam) i nie mieć poczucia, że zaraz wzbiję się w powietrze albo urwę koła. Najlepiej, gdyby było jeszcze na tyle cicho, żeby dało się posłuchać muzyki albo porozmawiać. A szczytem szczęścia będzie, jeśli prędkość 140 km/h nie wywoła wiru w zbiorniku.

No i voila. Właściwie każde większe niż segment A współczesne auto mi to zapewnia (o ile, tu się powtórzę, wyposażono je w przyzwoitą skrzynię, a nie pięciobiegowy manual albo czterobiegowy automat). Cofnijmy się o 30 lat i zrozumiemy niemieckie wyrażenie Autobahnfresser, czyli pożeracz autostrady – kogo było stać na dużą furę z silnikiem 2.8 czy 3.5, ten mógł pomykać lewym pasem (płacąc jednak sowicie za benzynę). Reszta turlała się 90-100 na godzinę.

5. Mają lepsze automaty.

Powiedzmy sobie szczerze. Dzisiejsza cywilizacja śle sondy na dalekie planety, a nawet zapieprzające z zawrotną prędkością komety. Wysyła bezzałogowe samoloty, żeby zrzucały bomby na bardzo złych ludzi ™. Pasażerskie samoloty są w stanie samodzielnie wylądować w gęstej mgle, a mogłyby w zasadzie latać same, gdyby przepisy na to pozwalały. Nawet w odkurzaniu czy koszeniu trawy wyręczają nas roboty.

NO TO DLACZEGO DO WUJA WACŁAWA MAMY CIĄGLE MACHAĆ TYM DRĄŻKIEM I SAMODZIELNIE ZAZĘBIAĆ JEDNE KÓŁKA ZĘBATE Z INNYMI?

Jestem wielkim fanem automatycznych skrzyń biegów, we wszystkich wzorach i kolorach. Jeździłem autami ze skrzynią trzybiegową (archaiczny Borg-Warner w saabie), pięcio-, sześcio-, siedmiobiegową, a nawet w-ogóle-nie-biegową (Multitronic w audi, wcale nie taki zły, jak się o nim mówi, poza tym, że pada po 140 tys km, akurat jak się oddaje auto do firmy leasingowej…). Z popularnych konstrukcji nie miałem do czynienia tylko z DSG. Nie wyobrażam sobie, żebym – mając wybór – wziął na daily drivera auto inne niż z automatem. Automat to wygoda w mieście, bezpieczeństwo na trasie (sprawniejsze wyprzedzanie), lepsza współpraca z tempomatem. Diesel w automacie w starcie spod świateł zostawi w tyle każdego diesla w manualu.

Szkopuł w tym, że 30-35 lat temu wybór skrzyni automatycznej oznaczał zwykle takiego właśnie trzybiegowego Borg-Warnera. Który, powiedzmy to szczerze, w mieście się sprawdzi, ale tak poza tym to nie bardzo. W tamtych czasach trzeba było wybierać: albo wygoda skrzyni automatycznej, albo dynamika, oszczędność paliwa, komfort w trasie dzięki manualowi. Dziś automat daje wszystkie te ficzery, właściwie bez żadnych kosztów (no OK, auto jest trochę cięższe, plus, jeśli to  turbobenzyna, pali więcej).

6. Mają klimatyzację.

No co tu dużo mówić. Lato jest, jakie jest, ale w samochodzie bez klimatyzacji to można sobie jeździć co najwyżej w dżinsach i t-shircie. Wiem, bo dzisiaj pojechałem w parę miejsc na zakupy moim GSA. Okna otwarte, nawiew na maksa, brązowe szyby, a i tak było gorąco. Na samą myśl o wbiciu się w biurowy ancug i pojechaniu tak do pracy zalała mnie dodatkowa fala potu.

Inna sytuacja – posadź dziecko na tylnym fotelu i wybierz się w kilkugodzinną podróż krajówką. Masz do wyboru: a) otwierasz okno, pęd powietrza jakoś cię chłodzi, ale dziecko dojeżdża przeziębione od wiatru i wk*wione od hałasu, albo b) zamykasz okno, pocisz się jak mysz, dziecko dojeżdża wk*wione od gorąca i zalane potem w swoim otulającym z każdej strony, bezpiecznym obowiązkowym foteliku.

Jasne, można znaleźć youngtimera z klimą, czasami nawet (chociaż rzadko) z działającą klimą, a raz na ruski rok z klimą przerobioną na nowy czynnik chłodzący. Ale to wyjątki. Tymczasem w dzisiejszych autach klimę można mieć w najmniejszych pierdzikółkach typu kia picanto, w każdej właściwie wersji poza totalną full bieda edyszon, istniejącą tylko w katalogach. Za 35 KPLN (cennikowe) dostępne jest to, co jeszcze 20-25 lat temu było przywilejem dla wybranych, rarytasem, powiewem lepszego życia. Nie mówiąc już o tym, że sprawne auto używane z klimatyzacją można kupić za 8-10 tysięcy, a może i mniej.

 

Wszystko to nie oznacza oczywiście, że nowe auta to cud, miód i orzeszki. Na te sześć pozytywów, jak dla mnie znaczących, można znaleźć drugie tyle równie uzasadnionych negatywów. Ale to już temat na osobny wpis.

42 thoughts on “Sześć najlepszych rzeczy w nowych autach

  1. 7. Dotyczy aut faktycznie nowych: nie mają poprzednich właścicieli, po których trzeba ciągle coś poprawiać.

    Dobry wpis. Z resztą ze swoich dwóch aut, zdecydowanie bardziej lubię to nowoczesne :P.

  2. Zgoda choć jeśli chodzi o klimę to jest jeden wyjątek. Np. w moim Chevrolecie który obecnie nota bene jest do sprzedania, włączenie klimy powodowało że spokojny i ekonomiczny silnik 1.4 zamieniał się pod względem zużycia w dzikie pięciolitrowe V8. A jechał jakby mu ktoś do bagażnika 10 worków cementu władował. Dlatego też wolałem jechać pocąc się obficie ale jechać zamiast czołgać się w chłodzie. Nie zawsze dołożenie klimy do każdej fury jest sensownym rozwiązaniem

  3. Owszem, masz sporo racji, ALE:

    1. Zazwyczaj są mniej wygodne od starszych modeli przez twardsze zawieszenie
    2. Zazwyczaj są niżej zawieszone, co ma wiadomy efekt na naszych drogach
    3. Zazwyczaj dysponują dużo gorszą widocznością, szczególnie tzw. 3/4 do tyłu
    4. Zazwyczaj mają mniej ustawny bagażnik
    5. Zazwyczaj są nienaprawialne lub skandalicznie drogie w naprawach
    6. Zazwyczaj są brzydsze 😉

    A 18-letnia Madzia zapala zawsze bez problemów. 23-letni Skanssen, czyli Volvo 940, odpukać, też. Da się? Da się.

    • Toż napisałem, że negatywów da się znaleźć długą listę.

      18-letnia mazda to z grubsza ten sam segment co moje pierwsze auto, civic z ’99 roku, a więc w moich oczach auto współczesne.

      • 7. zazwyczaj są nieużywalne!
        Mamy w firmie służbowe Berlingo (współczesne, przedliftowe), wyposażone „w promocji” w jakiś system elektroniczny, integrujący wiele, pozornie niezwiązanych ze sobą funkcji samochodu. Pomijając, że drzwi tylne jakiś *********** zaprojektował na „angielską” stronę (podobnie z kontynentalnymi wlewami paliwa-DLACZEGO?!), to np. inaczej niż w normalnych samochodach z lat 90 druga pozycja kluczyka w stacyjce nie znaczy NIC! Nie ruszą wycieraczki (przy gaszeniu silnika automatycznie powracają na dół WTF!!!!!), silnik nawiewu milczy, a radio będzie działać tylko kilka sekund!!! Długo mógłbym wymieniać takie upierdliwości
        Także jesteś w mylnym błędzie.

  4. Ostatni TG był m.in. o tym. Dobry wpis. Sam jestem fanem zabytków, ale dziwi mnie podejście niektórych osób, które na gwałt bronią starych aut i twierdzą, że nowe są pod KAŻDYM względem gorsze. Nie są. Podejrzewam, że to pewnie efekt propagandy pewnego znanego blogera i bezrefleksyjnego przyjmowania tych tez.

  5. Czy jestem dziwny, ale dla mnie wóz 20 i niżej letni, już nie jest wozem współczesnym. Bo ma wszystkie zalety wozu starego i zazwyczaj większą część zalet tych nowych. A przy tym dalej idzie coś samemu naprawić. Ogólnie nadają się do napraw a nie wymian. Klima nie jest w nichrarytasem i da się jechać bezproblemowo nawet te 140. Astra I to super niezawodny wóz, pakowny, nawet z 1.6 8v jedzie całkiem fajnie, jest dobrze wyciszony, ma super audio. Klimy trzeba szukać.
    Mój prawie ćwierćwiekowy kombiacz ma wszystkie zalety wszystkich lat. I nawet przy 160-180 nie zjada za dużo paliwa a zmęczeni pasażerowie bez problemu kimaja na tylnej kanapie a Ją sobie rozmawiam z pasażerem z przodu.

    Motoryzacja skończyła się właśnie w okolicach lat 1990-2000. Od tamtej pory większość dupowozow to „plastiki” jednorazowe, niczym kubki jugurtu.

    • No właśnie przesadzasz. Na pewno w latach ’90 też tak mówiono o astrze („wtrysk? panie, kto to panu naprawi! gaźnik, to jest to, każdy wyreguluje…”). Z obecnie produkowanych też wiele okaże się niezawodnych, nadających się do napraw itp. Tylko jeszcze nie do końca wiemy które.

      • Podejmuje wyzwanie 😉
        Golf 4 i Passat 5 vs ich dzisiejsze modele. Jakie są opinię?
        E46 vs E90 i F30 bez bagnetu
        E39 słynie z niezawodnosvi, co o E90 nikt nie powie.
        Octavia I i II vs model współczesny. To samo z Superb
        Cytryny bez hydro. Pewnego czasu jest ch…e mercedesy.
        Już teraz wiemy które są ok a które nie.

        • Ją pierdu… Moja składnia. Niecierpie odpisywać z telefonu.
          Miałem na myśli oczywiście E60.
          I Kijowie Mercedesy jakie swojego czasu opuszczały fabrykę, po osiągnięciu niezawodności totalnej.

          • Chopie wyłącz tę autokorektę w telefonie! 🙂 W jakim Kijowie, jakie mercedesy? Tam to antonowy robią 🙂

    • Bez urazy Bebok, ale dla mnie ten Twój tekst o „plastikach” i „jednorazówkach” to pisanie głupot. Plastikami są już samochody które można uznać za pełnoprawne youngtimery, jak choćby Citroen BX generacji pierwszej. No i niby na czym polega ta jednorazowość współczesnych samochodów? Że niby raz jedziesz i do wyrzucenia? Bo jeśli ma polegać na rzekomo słabej trwałości, to dobrze było by zauważyć że przez bardzo długi okres czasu rozwoju motoryzacji samochody szczególnie trwałe nie były, choćby szybko rdzewiały

      No i nawiązując do tekstu autora bloga. Jak dla mnie różnica co do starszych samochodów i współczesnych polega nie tyle na tym co było dostępne (bo i w takim Fordzie Granada czy Peugeocie 505 można było zamówić klimatyzację), ale na tym co było kupowane (przynajmniej w Europie). Zaryzykuję stwierdzenie że jeszcze w latach 80. znaczna, ale to znaczna większość samochodów segmentu D (a może i E) nie miała klimatyzacji. Patrząc zresztą na różne starocie wystawiane na portalach aukcyjnych widać że klimatyzacja występuje, ale w bardzo bogatych wersjach (widziałem choćby Granadę z klimatyzacją, ale ona miała na „pokładzie” chyba wszystko, łącznie z najmocniejszym silnikiem V6 i „automatem”). W kompaktach lat 80. chyba w ogóle klimatyzacja była niedostępna. Natomiast jak już napisał autor, dzisiaj prawie wszystko ma klimatyzację. No i dobrze. Podobnie „automaty” są coraz popularniejsze

      Tutaj pomijam USA, tam klimatyzacja a automatyczne skrzynie biegów spopularyzowały się wcześniej

      • Nie chodzi tylko o to, co było dostępne, ale też jakiej jakości i za jaką cenę. Dzisiaj automaty są naprawdę dobre, a klima prawie w standardzie. Te automaty, co to się spopularyzowały w USA w latach ’50, to ile miały biegów? Dwa, a potem trzy.

        • Nie jestem pewien, ale chyba nawet w bardzo dawnych czasach wśród „automatów” przeważały 3 biegi. 2 biegi w „automatach” chyba nawet w latach 50. były rzadko spotykane. Choć owszem, 3 biegi były jeszcze w latach 80. spotykane (Ford Sierra Mk 1). Przy czym z tego co wiem trzybiegowy „automat” może być uznany za odpowiednik 4 biegowej skrzyni ręcznej (w „automacie” jedynka może być wyżej)

          • Mój krokodyl z 3-biegowym automatem był z 1986 roku, a Saab zaczął stosować 4-biegowe skrzynie dopiero pod sam koniec produkcji modelu, czyli w latach ’90, i to tylko w wersji z silnikiem 2.1. Także ten. Z drugiej strony np w peugeocie 305 była skrzynia czwórka już w połowie lat 80.

            Fakt, hydrokinetyczny automat ma jakby jeden bieg więcej, bo dzięki konwerterowi rusza się jakby na półsprzęgle, dwójka i trójka podobnie, potem jest już niekiedy lock-up.

  6. Ad 5:
    Teść miał Passata B5.5 z 1.8T i automatem ZF 5HP od nowości do 200 kkm. W zeszłym roku zamienił na nowego z 1.4 TSI i DSG. Różnica tych dziesięciu lat jest odczuwalna w kulturze jazdy i przy dystrybutorze. Skrzynie automatyczne w ciągu ostatnich kilku lat rozwinęły się tak, że absolutnie nie ma sensu kupować samochodów z manualem. Chyba że jest się zarządcą floty i liczy się każdy zaoszczędzony grosz (np. z podatku emisyjnego).

    @Bebok:
    Mówisz o kombi e34 z V8 którego nowy odpowiednik kosztuje teraz 350 tysięcy i za wszelkie dodatki trzeba słono płacić? Dolan Pliz, obecne 550i też bez zadyszki przejedzie 25 lat i milion kilometrów. Vytautas z Kowna będzie z niego zadowolony w roku 2040.

    Wóz dwudziestoletni ma większość zalet tych nowych pod warunkiem że jest co najmniej limuzyną klasy D w bogatej wersji. Golf, Megane czy Peugeot 306 z roku 1995 ma raczej szyby na korbkę, nawiew i rzadko rozpędza się do 130 km/h. O ile nadal jeździ a nie gnije na składnicy złomu.

    • Obyś miał rację. Na razie oglądam te nowe wozy u mechaników i mam wrażenie że 20 lat to przejedzie Kia albo Fiesta 1,6 16v bo 5 letnie bety maja wnętrze w takim stanie że ręce opadają! W VW wszystko na poważnie się sypie akurat po gwarancji. Życzę teściowi jak najlepiej, ale statystyka mówi że do 200 kkm albo będzie musiał zrobić naprawę generalną albo inny kosztowny serwis.

      Chciałbym kupić sobie nowy wóz. Nawet mógłbym sobie na niego pozwolić. Ale po prostu poraża mnie to co oferują. I nikt mi nie zarzuci kompleksów, bo to o czym pisze Cubino jest racją. Mam Szkarade z ’91 i wszystko co pisze autor jest racją. Ale jest to konkurent Tico a nie w.w. służbowej Insigni ktorą przytoczono. Wozy 5 lat młodsze od mojego już klimę maja bez problemu, prąd też. Ale jednak bloki i głowice nie pękały po 50-100 kkm. Ogolnie temat rzeka 😉

      • Niespodziewanie trwałe mogą się okazać auta, po których się tego nie spodziewamy. U nas na zakładzie na przykład insignie z dwulitrowym dieslem od Fiata zaskakująco dobrze znoszą 4 lata rabunkowej służbowej eksploatacji, z przebiegami rzędu 150 KKM. Myślę, że w prywatnym, delikatnym użytkowaniu robiłyby dobre przebiegi bez większych problemów.

        • To prawda i potwierdzone dane że makarony z których wszyscy się śmieją, robią jedne z lepszych diesli jakie się montuje współcześnie 😉

  7. W nowych autach nie ma dobrych rzeczy.
    Wszystko było wcześniej, ale bardziej dla ludzi, mniej skomplikowane.
    Dlatego nie dajmy omotać się marketingowcom! auta dla petrolheadów skończyły się ~2005 roku.
    A jak ktoś pisze, że nie ma sensu kupować manuala – szok
    jak ktoś jest takim ignorantem to po co się wchodzi na blogi motoryzacyjne? jak się nie lubi kontroli nad autem to można kupić automat i francuza(bo ich układy jezdne nie dają czucia) i czerpać wiedzę z GW i TVN!

    • Słusznie, słusznie. Dlatego ja nie wchodzę na inne blogi, tylko piszę własnego, na którym mogę szerzyć kult automatycznych skrzyń i miękkich zawieszeń, na podstawie wiedzy czerpanej z archiwalnych numerów Młodego Technika.

    • No więc właśnie o takich zaślepionych ludziach pisałem wcześniej. Wiedzę motoryzacyjną czerpią chyba od wujka Mietka przy stole zastawionym kiełbasą.
      Jak ktoś może nie kumać przyjemności jazdy automatem?

  8. Z wyjątkiem skrzyni biegów właściwie się zgadzam. Wymienione przez Ciebie rzeczy też szczególnie doceniam we współczesnych autach. Pamiętam wieloletnia walkę ze Starletą mamy (86 rok na gaźniku), żeby dobrze zapalała. Podobnie jak Ty z GSA ja mam ze swoją stara Alfą – wiem, że nikt jej nie zajuma bo tylko ja umiem ją odpalić. Prędkość – ciężko podróżować autem, którym w spokoju nie da się pojechać 130-140 km/h. I sprzęt audio, oj to ważne, szczególnie dla ludzi kochających dobra muzykę podobnie jak samochody (ulubione połączenie: pierwsza płyta Dire Starits + BMW Alpina E21 – chciałbym !!!!). Właściwie jedyna wada współczesnych aut to tysiące drobiazgów, które się psują, a to taki czujnik, a to inny, a to EGR itp. – to wkuxxxa.

    • Ja ostatnio drogę z Gdyni do Warszawy GSA przejechałem pod The Police i Frankie Goes to Hollywood. Ale tylko na jednopasmowych odcinkach, bo na dwupasmówce, jak się rozpędzałem do 130 (En avant, Citroen!), to nic nie było słychać…

      • A ja ostatnio, z racji okrągłej trzydziestej rocznicy wydania, zanabyłem drogą kupna „Mispaced Childhood”, także ten, polecam!
        Oczywiście trochę wstyd, że dopiero teraz legalnie…;-)

  9. Tak, najlepiej jest mieć nowe auto prosto z salonu, jak coś się złego dzieje to naprawa łatwiejsza. Wiadomo do starego nie zawsze można znaleźć części jak nie jest to auto popularnie używane… ALE w starym nie ma tyle elektroniki która szybko i skomplikowanie się psuje – tak że samemu się tego nie naprawi…

  10. Zainspirowany wpisem porównałem sobie polską i zagramaniczną portalozę motoryzacyjną.

    Anglojęzyczny Zachód (Cars Technica, Jalopnik, Honest John):
    – Bariery adopcji EV (bo oczekujemy od nich wyglądu tradycyjnych aut, bo nie ma stacji ładowania w pracy itp.)
    – Mid-size sedan umarł i chyba nawet nikt nie zauważył
    – Kto pierwszy wybuduje tanią hot hybrid (wskazanie na Peugeota 308 Hybrid R)
    – Jak hybrydy mogą uratować stare, rzadkie samochody (swap elektryki z Priusa do staroci)
    – Jak tanio kupić sensowny samochód i płacić za niego niski VED (oczywiście HonestJohn)
    – Solar Impulse / Airbus E-Fan
    – Jakiś świr z Polski zrobił swapa z Hondy CBR do Malucha i jeździ tym w rajdach

    W tym samym czasie Polska (Autokult, Autokrata, MagazynAuto):
    – Bat na oszustów: prowadzenie firmy cofającej liczniki będzie nielegalne
    – Jak samemu naprawić X (bo w warsztatach drogo i oszukujo)
    – Drakońskie kary za przekroczenie prędkości (państwo policyjne)
    – Auta z kierownicą po prawej stronie dopuszczone do ruchu
    – Jak normy euro zabijają motoryzację
    – Test wideorejestratorów
    – Co kupić za 5/10/15/20 kPLN (preferowane niemieckie premium z dieslem)

    Siedzę teraz i mi smutno i bardzo peryferyjnie.

    • No to trochę pojechałeś. Byt określa świadomość, zainteresowanie autem za 10 KPLN nie wynika z pasji do tanich samochodów, podobnie chęć naprawy auta samemu.

      • Ależ ja wiem, że to raczej z biedy niż pasji. Konsument portalu ma do wydania maksymalnie 20 kPLN na samochód z pakietem startowym, więc pod takiego się te artykuły pisze. No bo pod kogo ma się je pisać?

        Chciałem tylko pokazać, że wbrew rozpowszechnionej w polskiej motosferze opinii transport indywidualny się rozwija dosyć prężnie. To nie tylko ekrany dotykowe i DPF, ale też łotewski eO PP03 na Pikes Peak, naprawdę tani Golf GTE/Outlander PHEV czy nawet to przekombinowane Volvo XC90. Kiedy już docierają do nas informacje o zmianach, to tylko te niezbyt ciekawe. „Znowu czegoś zakazali” albo „europejski polityk X, który całe życie zawodowe spędził na tylnym siedzeniu S-Klasy mówi, że on nie odczuwa potrzeby posiadania samochodu. Tak jest ekologiczny, że nawet nie ma odkurzacza. Ma za to kamerdynera i gosposię”.

        Tymczasem, obok nas dokonuje się przełom techniczny w którym nie uczestniczymy, bo z biedy zajmujemy się samodzielną wymianą klocków hamulcowych w zmęczonym BMW E46. A jesteśmy biedni, bo zamiast inwestować swój czas i pieniądze niemieckiego podatnika w badania i know-how naprawiamy ściągnięte ze starej UE samochody i wzdychamy jak to kiedyś można było ściągnąć lepsze/bardziej trwałe.

  11. Ja do listy urządzeń w autach które są lepsze dodałbym hamulce i oświetlenie które to były tragiczne w tamtych czasach .
    @bebok – a myślałeś o zakupie Mazdy. To chyba jedne z nielicznych aut które nie mają turbo tylko wolnossące silniki.

    Natomiast automaty są dobre ale wtedy gdy auto jest używane głównie w mieście. Na trasie i tak zapodajesz 6tke i lecisz .

    • Racja co do hamulców i oświetlenia. Nie zgodzę się jeśli chodzi o automat – to jest popularny mit, „automat jest dobry do miasta”. Z automatem o wiele lepiej mi się wyprzedza (nie trzeba odrywać rąk od kierownicy przy redukcji, a potem wrzucaniu wyższego biegu), no i o wiele lepiej się jedzie na tempomacie, bo auto samo sobie zmienia bieg, żeby jechać jak najoszczędniej z zadaną prędkością.

  12. Pod automatami podpisuje sie w 100%, mimo ze jezdze starym 4biegowym hydrokinetykiem (i to niemieckie kombi klasy E w dieslu, jak to na prowincji…). W trasie to jest wlasnie najwiecej zalet. Bezpieczenstwo-wyprzedzanie, wygoda-w trasie jednak tez odczuwa sie brak koniecznosci machania lewarkiem.

  13. 1. Mnie generalnie wszystkie samochody zazwyczaj odpalały. W tym tygodniu miałem zgrzyt z AR75, bo jeden bezpiecznik wyszedł, ale to juz ze starości raczej.
    2. Prawda, dużo robi dodanie 6-tego biegu.
    3. W sumie nie wiem, nie jestem maniakiem, ale takie np. umiejscowienie głośników w AR75 w okolicach kostek to jest jakaś kpina, na pewno w którymś tam momencie ktoś doszedł do wniosku, że głośnik wysokotonowy to lepiej jednak umieścić na wysokości uszu. I to był dobry pomysł.
    4. E, tutaj to różnie, można mieć pełnoletni wóz o mocy 150KM i nowiutkie Punto 69KM.
    5. No, w naprawdę drogich samochodach jest nieźle, ale w takim Cactusie np.?
    6. Niby tak, ale to oznacza, że układ wentylacji samochodów jest teraz konstruowany „na odczepnego” i taką AR75 (która podobno też nie jest super w tym zakresie) można w upałach bez klimy jeździć, a takim Peżo 207 np. się kompletnie nie da.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *