Road trip na majówkę

Jeśli ostatnio nie było wpisów na cubino.pl, to między innymi dlatego, że byłem wyjechany.  Wybraliśmy się z Wybranko oraz córko naszo na podróż po Europie. Zrobiliśmy w sumie parę tysięcy km trasą Warszawa-Wrocław-Liberec-Praga-jezioro Garda-Mediolan-Liguria-Mediolan-Monachium-Wrocław-Warszawa. Przywieźliśmy parę ciekawych fotek (to poniżej), oraz kilka wniosków na przyszłość:

– po pierwsze, można już jeździć na południowy-wschód przez Wrocław zamiast naobkoło przez Katowice. Trasa S8 jest wielkim osiągnięciem łączenia Ziem Odzyskanych z Macierzą, szkoda, że powstała dopiero teraz a nie jakieś 50 lat temu. Lepiej późno niż wcale.

– przy okazji jazdy S8, a potem S14 zobaczyłem budowlę, która szturmem wdarła się na drugie miejsce mojego rankingu polskich drogowych abominacji (pierwsze miejsce to słynny most MA532 w Mszanie pomalowany na oczojebny fioletowy kolor). Nie mam niestety zdjęcia, bo akurat kierowałem, ale proszę sobie obejrzeć na linku: O TU. Kiedy pokazałem to zdjęcie jednej koleżance, stwierdziła, że może ktoś zamawiał farby wg kodów RAL i się pomylił, a jak już przyszło 1500 litrów różowego, to nie mogło się zmarnować. Ale nie, ktoś to tak zaprojektował i podpisał się pod tym imieniem i nazwiskiem, a ktoś z GDDKiA to zatwierdził. Chciałbym obu panów kiedyś spotkać i się na nich wyrzygać, tak jak oni wyrzygali się na polski krajobraz. Dla porównania – tak moga wyglądać eleganckie budowle inżynieryjne postawione w tym samym czasie w Austrii: LINK

– mimo trwającej ostatnio nagonki na dizle i mojej do nich niechęci, stwierdzam, że w dalekich podróżach nic nie zastąpi dużego kombi na ropę. Żadne inne auto nie pozwala jeździć jednocześnie szybko, wygodnie i ekonomicznie. Ostatniego dnia podróży zrobiliśmy niemal 1000 km z Monachium do Warszawy; dojeżdżając do Łodzi mieliśmy wg komputera średnią prędkość 125 km/h, a średnie spalanie poniżej 8 litrów.  Beat this. I do tego przy tej prędkości można w środku normalnie rozmawiać, słuchać muzyki itp. Fakt, że kilka razy w roku jeździmy w długie trasy stępia trochę mój entuzjazm wobec złomnikowych poglądów w stylu „nikt nie potrzebuje lepszego samochodu niż dacia sandero z silnikiem 1.2”.

– zmierzch motoryzacji na zachodzie Europy jest nieuchronny i można go sobie wizualizować tak, jak Jello Biafra wizualizował ostateczny krach systemu korporacji. Co chwilę słyszałem od napotkanych ludzi mieszkających we Włoszech czy w Niemczech „mieszkam w dobrym miejscu, bo tam NIE TRZEBA mieć samochodu”; albo „on się tam chce przeprowadzić, bo jest dobry transport i będzie mógł się POZBYĆ auta”. Samochód to utrapienie, koszt, kłopot, im go mniej tym lepiej, a jak już koniecznie jest potrzebny, to się go wypożycza.

– ja z kolei wizualizuję sobie koniec aparatu w formie lustrzanki. Wziąłem ze sobą mojego nikona i obiektywy do niego. Leżał w bagażniku, a ja wszystkie poniższe zdjęcia zrobiłem ajfonem. Z lustrzankami chodzą jeszcze (a) profesjonaliści, fotografowie ślubni, sportowi czy imprezowi i (b) ludzie, którzy koniecznie chcą pokazać, że na serio interesują się fotografią i mają taki super aparat. Całej reszcie wystarczy aparat w komórce, albo maksymalnie coś w rodzaju sony RX100.

A teraz przejdźmy do zdjęć z ziemi włoskiej przywiezionych do Polski.

Moja córka ma swoją ulubioną piosenkę na tubie, „Five little pandas”. Tym byłaby zachwycona.

Pand jest pełno, w każdym wzorze i kolorze. Poczynając od ładnie utrzymanych wersji w metaliku od dziadka co tylko w niedzielę do kościoła…

… do spracowanych wersji użytkowych.

Po prostu dejli drajwer. Auto di uso quotidiano.

Te fiaty to rdzewiejo. Potwierdzone info.

No a tu fast forward, wersja 4×4. Pandy jedynki w tej wersji już prawie nie ma, widziałem może jedną przez cały pobyt. Za to dwójek i trójek jest pełno. Obczajcie ten prześwit i kąty. To jest terenówka na serio.

No dobra, ale wróćmy do starszych fiatów. Pińcet. Już niemal wyginęła. Widziałem w sumie może 5 sztuk. Ta jest z Ligurii, w codziennym ruchu, ktoś sobie podjechał na stację kolejową.

A ta z Mediolanu. Raczej da collezione.

No i centoventisei, w szarym kolorze, którego u nas nie widziałem, i tylnymi lampami bambino. Skrzywione miny bohaterów drugiego planu to nie znak oburzenia na przestarzałe auto niespełniające norm i zanieczyszczające kryształowo czyste powietrze stolicy Lombardii. Po prostu właściciel 126 zaparkował na środku przejścia i zablokował całą ulicę.

Skoro mówimy o Mediolanie – mimo wszechobecnego oczywiście plastiku, można w tym bogatym mieście spotkać zadziwiająco wiele złomnika. O, na przykład idziesz sobie ulicą, a tu ktoś wiezie całą rodzinę „nieco” obitym DS. Na tylnej kanapie dzieci. Foteliki? Jakie foteliki? Dzień jak codzień, skrolujcie dalej.

Trabant. No po prostu trabant. Mieliśmy takiego samego, w tym samym kolorze. Tego chyba ktoś próbował wywieźć na złom (ślad na błotniku to pewnie po jakimś piśmie straży miejskiej), ale zorientował się, że trabant na złomie to nieporozumienie.

Uno jedynka na bardzo starej blaszce. W bieżącym użyciu.

Golfik jedynka. No niby nic takiego, ale sympatyczny.

Jeśli mówimy o motoryzacji w Mediolanie, to nie może zabraknąć alfy romeo. W końcu ta marka ma w herbie krzyż Lombardii i węża rodu Viscontich, niegdyś władców miasta. Ale Mediolan odwrócił się od swojego dziedzictwa – muzeum w Arese ciągle jest zamknięte, a starych alf na ulicach jak na lekarstwo. Tu jedna z nich. Specjalnie dla użytkownika radosuaf. Ładne felgi. Oczywiście gazik. Na marginesie – jak się przegląda ogłoszenia z klasykami na subito.it, to 2/3 starych aut jest zagazowanych.

Alfetta z początku lat ’80. Kiedyś być może w charakterystycznym alfowym kolorze luci di bosco, światła lasu. Dzisiaj światła już przygasły, kolor lasu pozostał.

Konstrukcja tylnej klapy ewidentnie ta sama co w felicii. Ani chybi zaginiony projekt bertone.

To wygląda jak vespa, ale nie jest vespą. To indyjski skuter LML Star, czyli karoseria vespy z silnikiem spełniającym współczesne normy (w tym dwusów na Euro 3!), i opcjonalną skrzynią automatyczną. W porównaniu do nowoczesnych skuterów jest to pojazd przestarzały, totalnie niepraktyczny (brak bagażnika, przeważnie manualna skrzynia, kijowe zawieszenie i hamulce, małe kółka) i drogi. A jednak ludzie go kupują, na mieście widać ich całkiem sporo. To tak gdyby ktoś miał wątpliwości, że w (europejskiej) motoryzacji liczy się lajfstajl, a nie racjonalna kalkulacja.

A to już prawdziwa vespa, elegancko odrestaurowana.

Jak w większości zachodnioeuropejskich miast, w Mediolanie kwitną wypożyczalnie aut na godziny, w stylu rowerów veturilo. Z tą różnicą, że naliczyłem co najmniej pięć różnych systemów. To zresztą jest ciekawe – każdy system prowadzi inna firma, każda jest umoczona w biznes innego typu. A to komunikacja miejska, a to agencja podróży (!), a to firma energetyczna (!!). Interesujące będzie obserwować, kto na tym rynku wygra, bo nie widzę możliwości, żeby przetrwały wszystkie systemy.

Swój mały systemik ma też dystrybutor Renault, który w centrum miasta wypożycza twizy. Powiedzieć, że widać te jeździdełka na każdym kroku to byłoby nadużycie, ale są dość popularnym widokiem.

A tu stacja wypożyczania jakichś elektrycznych meleksów.

Sporo elektrycznych aut pojawia się też w segmencie „bezpatentowców”, czyli różnych jeździdełek dla emerytów i ludzi, którzy stracili prawko za alkoholizowanie się.

Osobną sprawą jest rola, jaką we włoskiej motoryzacji gra piaggio ape (ape = pszczoła, podczas gdy vespa = osa; taka gra słów), czyli trójkołowy dostawczak zbudowany w oparciu o konstrukcję vespy. W większych miastach powoli znikają, służąc jeszcze np. jako stojak reklamowy…

… albo magazynu handlarza pamiątkami.

Za to na prowincji – o panie, prowincja aż kipi od apów, w róznych wzorach i kolorach. Stare, nowe, pięćdziesiątki bez prawka, większe z prawkiem A lub B, w pryczy, w kaście, w longu. Gdzie nie spojrzysz, znajdzie się ich kilka w zasięgu wzroku.

Najlepsze, że przeważnie nie są wcale używane do wożenia jakichś ładunków, tylko jako rodzaj skutera z kabiną. Tu ktoś sobie zaparkował swojego ape pod elegancką kamienicą.

Za to ten ape dzielnie pracuje w służbie kolei.

Ape – nówka sztuka, w ekskluzywnym kurorcie Portofino. Ten akurat jest na sprzedaż, jakby co. Obczajcie dwudzielne felgi, przykręcane do bębna na obwodzie, jak w tavrii.

A teraz obrazki różne. Garbus w codziennym użyciu.

A podobno escort to nieciekawy wóz.

Ten ma za sobą niejedną imprezę.

To dopiero złomnikowa klasyka. Opuszczona willa, zarośnięty ogród, gnijące volvo. Metafora wpółczesnej cywilizacji albo coś. Śmierć w Wenecji (chociaż to akurat Liguria).

Na koniec wzywam obywatela Leniwca Gniewomira. Citroen HY na małą skalę.

Ale co tam HY, jest i DS. I to jest mocny akcent na zakończenie niniejszego wpisu.

19 thoughts on “Road trip na majówkę

  1. – Jak tam pięknie!
    – IMHO Ape TM jest ciekawym pomysłem na tani w utrzymaniu, a jednocześnie prawie w pełni funkcjonalny VAT-owóz. Nie zapominajmy o wysokim współczynniku oczojebności.
    – Drogie te modele 😉
    – Ostatnio trochę bawiłem się budżetowym aparatem Benq GH650, za w sumie śmieszne pieniądze. I o ile zrobił bardzo dobre wrażenie jeśli chodzi o zdjęcia robione zoomem i jakość filmów, to ostatecznie utwierdziłem się w przekonaniu, że zestaw telefon+mój prawie 10 letni aparat cyfrowy pewnie wystarczy mi do końca życia.

  2. Właśnie miałem pisać artykuł o zmierzchu epoki lustrzanek, ale zostałem ubiegnięty w tej diagnozie. Cuś się kończy w państwie duńskim.
    Na południu Włoch z 500-tkami znacznie lepiej. Dużo w codziennym użytkowaniu, często z dziadziem (po wł. giaggio) na pokładzie.

    • Właśnie, myślałem, czy by sobie jakiejś nie przywieźć, ale jak widać z północy nie ma to sensu.

      Co do lustrzanek – pisz, pisz. Ja przecież tylko jeden akapit chlapnąłem, sfrustrowany tym, że tachałem to żelazo bez sensu.

  3. Mauzoleum w Arese ma być odnowione na tegoroczne Expo, a przynajmniej tak stara się sugerować konkurs Alfy z Javierem Zanettim (nagrodami są bilety). Trochę byłaby klapa gdyby jednak nie otwarto, bo się wybieram we wrześniu. Pewnie wszystko za pieniądze miasta, bo nie wierzę by obecny zarząd Fiata robił coś z dobrej woli.

    Inna plotka głosi że muzeum ma być otwarte z wielką pompą w czerwcu na stulecie marki i prezentację nowego, tylnonapędowego sedana. Jak na razie nikt go nigdzie nie widział i znając FCA pewnie EBITDA spadnie im o 0.0003%, Sergio spanikuje i zacznie nawoływać do połączenia z Toyotą i PSA jednocześnie, a nowy sedan będzie Dartem w maskowaniu Alfy Romeo.

    • No właśnie z tym otwarciem Arese we wrześniu to nic pewnego, jak mówią na mieście. Ja też celuje z wizytą na Expo we wrześniu, ale czy uda się zaliczyć muzeum Alfy to zobaczymy.

  4. Zagazowane klasyki, to mi się podoba. Kiedyś nawet sobie myślałem że jakbym kupił (w przyszłości, może odległej) Peugeota 505 jako samochód letni, z BXa trzymał jako pojazd zimowy (biorąc pod uwagę ocynk BXa i jego, chyba, brak w 505), to czy najlepiej było by kupić 505 z Dieslem, benzyną, czy benzyną z gazem. Oczywiście, najbardziej spodobała mi się opcja benzyna plus gaz, tylko że gazowanie mogło by spowodować wzrost kosztów związanych z zakupem 505 (zakup plus założenie LPG, zamiast samego zakupu), a na dodatek szkoda było by mi modyfikować stary samochód (wolą oryginalny stan). Rozwiązaniem był by 505 z LPG już założonym, ale skąd takiego wziąć. Teraz już wiem skąd takiego wziąć 😉

  5. Jakiś czas temu doszedłem do tego, że najlepszy aparat to taki, który ma się cały czas przy sobie, więc olałem lustra i kupiłem najlepsze co jest obecnie dostępne w słuchawce i jest git. Zwłaszcza w górach.

    • Wadą aparatu w słuchawce jest jednak mały zakres tonalny ze względu na malutką matrycę. Widać to na przykład na zdjęciu z dwoma ape – niebo jest wyprane ze szczegółów, mimo, że kontrast był umiarkowany. Dlatego warto jednak mieć coś z większą matrycą – albo RX100, albo canon G7X, albo nikon 1.

  6. 1. DS jako daily driver wygrywa wszystko. WSZYSTKO. ZAWSZE.
    2. Trabant we Włoszech jest bardzo, bardzo niedaleko za nim. Chodzisz sobie po Mediolanie a tu Trabant. DAFUQ
    3. DS by Bburago ssie, i to nieudolnie. Proporcje skaszanione przeokrutnie. Za to tego H by Welly kiedyś kupię, gdyż jużem go widzioł.
    4. Złomnikowe poglądy typu „nikt nie potrzebuje nic więcej niż Sandero 1.2” tyczą się MIASTA. Sam pisał, że w trasy to najchętniej woziłby się Caprice’em SW.
    5. Zmierzch motoryzacji w zachodnim świecie – smutne to. Acz są to zapewne ludzie, którzy nie muszą nic wozić regularnie. No i nie czerpią frajdy z prowadzenia i niezależności, jaką daje samochód. Ergo – whooya się znają i w nogach śpią.
    6. Borze Tucholski, jak ja Ci zazdraszczam wycieczki.

    • 4. Czyli trzeba mieć co najmniej dwa auta. Chyba, że ktoś nie wyjeżdża poza miasto. Ja wyjeżdżam, więc do mnie to nie trafia.
      5. E tam nie czerpią. Jak potrzebują to wypożyczają. Chodzi o to, żeby nie posiadać. Tu znowu kłania się spiskowa teoria, jak to niby koncerny wmuszają to na siłę – niczego nie posiadasz, wszystko wypożyczasz. A guzik, młodzi ludzie na zachodzie Europy nie chcą posiadać, i nikt im tego nie wdrukował przez akcję społeczną na gazeta.pl
      6. No, fajny trip. BTW te okolice można też zwiedzić bardzo tanio bez bujania się kawał samochodem – czip erlajn do Pizy albo Bergamo, potem trochę kombinowania, żeby kupić tani bilet na pociąg i wuala. Byle poza sezonem, żeby nocleg nie był za drogi (*nie dotyczy Mediolanu, tam sezon będzie non stop do końca Expo). Polecam.

  7. Mój narzeczony oddałby pewnie pierścionek zaręczynowy za ten model DS19 🙂 ma świra na tym punkcie, ale ja nie mogę uwierzyć w cenę, 1650 euro?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *