Muzeum oldtimerów w Kaprun

Przez chwilę nie było na cubino.pl nowych wpisów, a to między innymi z tego powodu, że byłem na nartach. Wyszło z tego tyle dobrego, że przy okazji pobytu w Kaprun udało mi się odwiedzić tamtejsze muzeum oldtimerów – Vötter’s Muzeum Kaprun.

Miałem co do tego muzeum mieszane uczucia. Wiedziałem, że to prywatna kolekcja stojąca w jakimś hotelu, i obawiałem się upchanej po kątach eklektycznej kolekcji ślubowozów i wraków wyciągniętych z okolicznych stodół. Nic z tych rzeczy. To znaczy prawie nic, bo muzeum faktycznie jest ciasne – 170 eksponatów na 1000 metrów kwadratowych – i eksponaty są poupychane na półkach niczym resoraki w dziecięcym pokoju.

Poza tym jednak muzeum pana Vöttera dowozi. Powiem więcej – dla mnie to jedna z najciekawszych kolekcji, jakie widziałem. Vötter zaczął zbierać stare auta ledwie 25 lat temu; zaczął od jednej isetty, potem skupował samochody w kiepskim stanie – jak sam przyznaje, ze względów finansowych – restaurował je i ustawiał w hotelowych piwnicach. Myślą przewodnia jego zbiorów jest pokazanie, czym jeździli zwykli ludzie w czasach, gdy samochód po raz pierwszy w dziejach (przynajmniej w Europie) stał się powszechnie dostępnym dobrem – czyli w latach ’50, ’60 i na początku ’70. A w zasadzie nie tylko samochód, bo na niego przecież z początku było stać niewielu. Muzeum ma też więc w swych zbiorach mnóstwo mopedów, skuterów, motocykli, mikrosamochodów i pojazdów użytkowych. Organizuje też takie imprezy jak zloty zabytkowych ciężarówek czy traktorów. Bardzo złomnikowe podejście.

Zacznijmy od mikrosamochodów, bo jako się rzekło całe muzeum zaczęło się od isetty. Tej isetty, stojącej w hotelowym hallu.

isetta

A w podziemiach zalega całe mnóstwo podobnych do niej abominacji. Wieksza isetta, czyli BMW 600:

Heinkel Kabine:

Różne goggomobile (ten z tyłu, niebieski, to wersja coupe). Goggomobil, dla tych z PT Czytelników, którzy nie wiedzą, był pierwowzorem polskiego mikrusa. Ale to chyba wszyscy wiedzą.

Messerschmitty Kabinenrollery w różnych wersjach, plus z boku fiat topolino model C, because why not.

Zündapp janus, znany z roli szalonego naukowca w drugiej części Aut:

Za janusem lekkie auto terenowe steyr-puch haflinger, używane przez armie Austrii i Szwajcarii.

Jeszcze jedna isetta w towarzystwie 2CV.

AWS shopper, kanciasty potworek zbudowany na bazie goggomobila. W głębi steyr-puch 500.

Victoria spatz. Wygląda troche jak sandały crocs. Co ciekawe, w konstrukcji maczał palce Hans Ledwinka, ten od tatry.

Velorex:

CO TO JEST TO JA NAWET NIE.

No dobrze, przenieśmy się o schodek wyżej, do samochodów małych, ale już nie mikro. Steyr-puch 500 z pierwszej serii, z drzwiami otwieranymi na wiatr, co – według opisu na kartce – czyni go wielką rzadkością kolekcjonerską.

Multipla:

Dwa pokolenia trabanta:

Kogo nie było stać ani na mikro-, ani na minisamochód, musiał zadowolic się jednośladem. I tych muzeum również posiada bogatą kolekcję, głównie lokalnej i niemieckiej produkcji. Nie bardzo znam się na motocyklach, ale na półkach stały dziesiątki puchów, NSU, zündappów, sachsów, lohnerów i innych nieznanych mi marek. Oferta była szeroka – począwszy od rowerów z pomocniczym silnikiem i lekkich mopedów.

Lohner sissy w różnych wersjach; firma Lohner została później przejęta przez Bombardiera i dziś produkuje pociągi podmiejskie.

Heinkel roller.

KTM Mirabell

Jeśli ktoś się już trochę dorobił, to mógł sobie zamiast skutera sprawić prawdziwy motocykl. Naturalnie najlepiej firmy Puch, NSU czy Wanderer.

No dobrze, dajmy już spokój z tą bieda-motoryzacją, przejdźmy do prawdziwych samochodów. Ich też jest w muzeum sporo, i w ciekawych zestawieniach. Można na przykład rzucić okiem na historię niemieckich marek, których już nie ma. Tak jak prawdziwych Cyganów. Nie żeby Cyganie jeździli na przykład autami marki Glas.

Glas zaczął od narzędzi rolniczych, a potem jak to zwykle, rowery, motorowery, po wojnie goggomobile… aż przyszła kolej na prawdziwe samochody, całkiem sympatyczne. Oto glas isar.

Glas 1300 GT w wersji sportowej („mit Rennmotor”). Bardzo ładne auto.

No a potem Glas przelicytował odrobinkę, wszedł na rynek amerykański i południowoafrykański z pięknym, ale drogim Glaserati (czyli 2800 GT). Skończyło się przejęciem przez BMW, które przekształciło fabrykę Glasa w Dingolfing w swój największy zakład. Ale zanim to nastąpiło, zdążyli jeszcze wypuścić ostatnie serie glasów z logo BMW, jak np BMW 700 GT, który stoi w muzeum, ale gdzieś przepadło mi jego foto.

Jeśli chodzi o BMW i upadłe marki, to reprezentuje je również takie piękne BMW E9 produkcji firmy Karmann.

Przy okazji wizyty w muzeum w Lucernie opisywałem już historię firmy Borgward, która upadła na początku lat ’60 w zagadkowy sposób (zagadkowy, bo proces likwidacyjny pozwolił spłacić wszystkich wierzycieli, co się raczej nie zdarza). Mówiło się, że w zamknięciu Borgwarda maczali swoje palce nowi właściciele BMW, rodzina Quandt. Bali się ponoć konkurencji dla powstającej Neue Klasse ze strony świetnego sportowego sedana isabella. To mogą być oczywiście bajki z mchu i paproci, ale inżynierowie Borgwarda faktycznie skończyli w BMW (co dało początek żartom, że BMW oznacza „Borgward mach weiter” – „Borgward działa dalej”), a isabella faktycznie jak na przełom lat ’50 i ’60 prezentowała się nad wyraz elegancko.

Sedan jeszcze o tyle o ile, natomiast coupe (w głebi) to już miód i orzeszki.

Te detale:

I front:

Podobno Borgward ma powrócić na scenę, tym razem z SUVem produkowanym gdzieś w Niemczech. Uwierzę jak zobaczę.

Weźmy teraz na warsztat inną niemiecką markę, która pożarła kilka firm z bogatą tradycją. Oto Auto Union 1000, czyli zasadniczo DKW F89 z nowym logo na froncie, wyprodukowane przez ówczesną spółkę-córkę Mercedesa, czyli właśnie Auto Union.

I późniejsze DKW F12, również ze znajomym logo, ale znów pod marką DKW. Czemu? Kto to wie.

Z prawej fragment wspomnianego wyżej glasa-BMW 700.

Inna marka, która po wielu zakrętach historii skończyła w powstającym VAG to NSU. Muzeum ma całe tuziny jednośladów NSU, ale i kilka ciekawych aut.

Z tyłu NSU prinz, czyli według ludowej legendy pierwowzór zaporożca. Na pierwszym planie sport-prinz, czyli dwudrzwiowa wersja tegoż.

NSU Ro80 (a.k.a. gwóźdź do trumny) – reprezentacyjny sedan z silnikiem Wankla, dla którego jedynym ratunkiem był swap jakiegoś normalnego motoru.

Rzućmy jeszcze okiem na kolekcję pojazdów użytkowych. Na przykład pierwszy unimog z pługiem wirnikowym. Pług był napędzany osobnym silnikiem diesla wożonym na pace.

O, tu widać wał idący przez środek kabiny.

Traktor lanz-bulldog, pierwowzór powojennego ursusa, z jednocylindrowym średnioprężnym silnikiem.

Na pierwszym planie kawałek lżejszego hanomaga.

No i na sam koniec porsche. Porsche w dieslu co prawda, ale jak na porsche przystało, w sportowym czerwonym lakierze. Wersja spyder, płócienny dach pomaga obniżyć środek ciężkości.

I to by było na tyle. Trochę zdjęć jeszcze zostało, będą w kolejnym wpisie. Tymczasem spokojnych świąt!

12 thoughts on “Muzeum oldtimerów w Kaprun

  1. imponujaca kolekcja ! Aż sie rozmarzyłem 🙂
    Muszę sie tam wybrać szczególnie dla tej ślicznej E9 🙂 …więcej zdjeć poproszę!
    Fajny tekst!

    • Podobno E9 to wyjątkowo trudna miłość. Gotowe karoserie wożono niezabezpieczone z fabryki karmanna w Osnabruecku do lakierni BMW, więc rdzewieją bardziej niż stare citroeny 🙂

  2. Wypas! 😀
    Muszę dodać to do listy miejsc które chcę odwiedzić! 😀

    Mikro kosiarki z dachem to po prostu coś nie do pojęcia dla mnie! 🙂 Nawet małe Puchy i fiaty przy nich są rozmiaru limuzyn!

    Glas – piękny! Ma potencjał i swoje indywidualne kształty co w tamtych latach nie jest IMHO takie oczywiste i dziś można by pięknie do tego nawiązać! Gdyby chińczyki chciały ich wskrzesić 😛 Może BMW wpadnie kiedyś na taki pomysł i z Glas’a zrobi to co VW ze Skodą?

    Isabella wygląda na dużo bardziej dystyngowaną niż 2000 🙂 jest taka elegancka, bardziej w stylu dobrych lat brytyjskiej motoryzacji, niż małego i IMHO agresywnego 2000 od BMW.

    Unimog…
    Pierwsze spojrzenie: eee mógłby dziś wyjechać na ulicę i nikt by nie zobaczył różnicy.
    Drugie spojrzenie: Co to za koła?
    Trzecie spojrzenie: Co to za armata w środku kabiny! Niemcy to potrafią schować czołg! 😀

    Widziałem kilka filmików jak odpala się Buldoga! 😀 masakra, kiedyś to trzeba było…

  3. Tu byłem- Tony Halik. Świetny przerywnik w wyjeździe narciarskim- również polecam. Duże wrażenie zrobił na mnie Zundapp Janus, którego tam oglądałem pierwszy raz. Widzę też że przefasonowano nieco kolekcję- byłem tam trzy lata temu- niektóre auta stały wtedy inaczej.
    Glass 1300 jest śliczny, ale to zasługa włochów z Frua. Ci Włosi to byli wszędzie, nawet w germańskim żelazie. I gdzie oni teraz są?

    • Na kawie. Poszli i jeszcze nie wrócili. Jak wrócą, to może wypuszczą którąś z tych zapowiadanych nowych alf. Do tego czasu działa tylko algorytm tworzący automatycznie nowe wersje fiata 500.

  4. Glas 1300 GT to przepiękne auto, szczególnie widziane na żywo.

    Rozumiem, że w PL żółtymi tablicami trzeba szpecić klasyczne auta, ale czemu to ktoś robi we własnym muzeum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *