Future classics z przełomu wieków

Po tym jak malownicze kawałki tlenku żelaza z kolekcji Baillona zostały sprzedane na aukcji za grube bazyliony złotych luidorów, wszyscy zaczęli się interesować tym, ile to można zarobić na starych samochodach. Cóż, zarobić oczywiście można. Trzeba mieć dużo wiedzy, sporo wolnego czasu, niemało szczęścia i minimum 100 tysięcy euro na wejście, bo ponoć od takiej kwoty potencjalne zyski zaczynają przewyższać koszty utrzymania. Tak przynajmniej przeczytałem ostatnio w Classicauto. A trzeba dodać, że rozsądnie jest pakować w takie niekonwencjonalne inwestycje jak stare auta tylko ułamek swojego majątku. Także ten. To nie jest zabawa dla bidoków.

Niemniej jednak istnieją auta dostępne za całkiem rozsądne pieniądze, które z jakichś powodów nagle zaczynają zyskiwać na wartości. Zwykle dzieje się to, kiedy wychodzą ze swojej „strefy cienia” – okresu kiedy są (zależnie od segmentu) wozami roboczymi ekip budowlanych, wyścigówkami upalanymi pod wiejskimi dyskotekami albo rezerwowymi dupowozami w rodzinie. Wtedy okazuje się, że przy życiu pozostało ich niewiele, a w jakimkolwiek rozsądnym stanie jeszcze mniej. Czasami – ale tylko czasami – w tym momencie ich ceny zaczynają rosnąć, niekiedy całkiem konkretnie.

Czemu tak się dzieje w tych nielicznych przypadkach? Od czego zależy to „czasami”? Ba, żeby to się łatwo dało przewidzieć. Pewnie decyduje o tym mieszanka sentymentu, istnienia ciekawych wersji specjalnych, dostępności części, ciekawej techniki czy miejsca w popkulturze. Chyba najlepszy przykład kombinacji tych czynników to golf jedynka GTI.

W każdym razie: gdyby tak przewidzieć, które samochody zaczną drożeć, wstrzelić się w ich strefę cienia, wyszukać ładny egzemplarz, skitrać na parę lat… a potem Hawaje, drinczki z palemką, toyota prius w wersji Prestige.

Jest sporo list kandydatów na „fjuczer klasiks”, którymi moglibyśmy się wesprzeć. Na przykład TA z angielskiego portalu Honest John (gdzie mają też osobne listy na coupe, samochody do 1000 czy 10000 funtów), albo TA czy TA. Problem z nimi jest taki, że skupiają się na autach z lat ’80/90, które już zaczęły rosnąć w cenę (jak na przykład saab 900 turbo), a czasami ich rekomendacje są zupełnie od czapy (BMW 2 Active Tourer? serio? minivan w kształcie kii z silnikiem, który ma małe szanse przeżyć 200 tys km?).

Pokusiłem się więc o moją własną listę, która jednocześnie jest pierwszym top srylion na cubino.pl. Dziewięć samochodów z przełomu wieków, które powinny teraz być w dołku cenowym albo zaraz w niego wejść, a jednocześnie mają w sobie coś co sprawi, że staną się klasykami. Moim subiektywnym zdaniem oczywiście. Uwaga: nie chodzi tu o auta, które będą miały milion punktów złomnika, albo którymi zrobimy furorę na Festiwalu Nitów i Korozji (taka lista była ostatnio na blogu Basista za kierownicą). Chodzi o kasę.

Jeszcze jedno – nie brałem pod uwagę the usual suspects – samochodów marek premium czy sportowych, takich jak mercedes, BMW, porsche czy jaguar. Ich los jest łatwy do przewidzenia – bogate czy rzadkie wersje będą stale drożeć. Wersje biedne, czy bazowe (to dotyczy raczej BMW czy merca) wylądują na chwilę pod remizą w Woli Dzbądzkiej, ale ich ceny będą raczej stabilne, a potem ocalałe egzemplarze zaczną drożeć, nawet jeśli mają silnik 1.6 i korbki w drzwiach. Już taki urok marki. Nie dotyczy to oczywiście modeli, które w międzyczasie zeżre rdza (W210, mówię do ciebie).

A, no i zakładamy, że za 10-15 lat posiadanie samochodu z silnikiem spalinowym będzie w ogóle legalne. Co nie jest takie pewne.

No to jedziemy. Kolejność przypadkowa, z wyjątkiem miejsca pierwszego, bo inne nie mogło być.

1. Citroen C6

Youngtimer extraordinaire. Ostatnia francuska limuzyna. Spadkobierca DS. Samochód godny prezydenta Republiki. Uważany za brzydala przez ludzi o guście inżyniera Mamonia („podobają mi się tylko takie samochody, które już widziałem) i za najpiękniejszy samochód XXI wieku przez ludzi wrażliwych na prawdziwe piękno, czyli na przykład mnie.

Obecność C6 na tej liście jest oczywistą oczywistością. Jakie auto miałoby zostać klasykiem, jeśli nie to. Eleganckie, luksusowe, nietypowe, z klasą i bogatą tradycją. Rzadkie, bo wyprodukowane w mniej niż 30 tysiącach egzemplarzy.

W tej beczce miodu są jednak dwie łyżki dziegciu. Po pierwsze, części. Koncern PSA jest pod tym względem beznadziejny. Już teraz brakuje przecież części do tak współczesnych aut jak xsara, nie mówiąc o klasykach. A C6 to nie DS, który przy całym swoim wyrafinowaniu jest jednak prosty technicznie. Części do C6 nie dorobi żaden niezależny dostawca-pasjonat, a rzadkość tego modelu spowoduje, że nie będzie z czego demontować używek. Po drugie, silniki. Większość egzemplarzy to dizle. Dobre dizle, ale klasyk na ropę? W tej chwili na przykład na otomoto są 54 C6, z czego tylko JEDNA z benzynowym silnikiem V6…

2. Saab 9-3 cabrio

Numer dwa też jest dosyć oczywisty. Kabriolety z logo SAAB miału kultowy status od pierwszego modelu, zbudowanego na bazie dwudrzwiowego krokodyla. To nic, że – jak to ujął Jeremiasz Clarkson – były równie sztywne co tygodniowa główka sałaty. Liczyło się coś innego – specyficzny lewicujący image marki, wierna klientela (podobno najlepiej wykształcona z klientów wszystkich marek samochodowych), miejsce w popkulturze. Kiedy GM zrobił z saabów przemalowane vectry, to właśnie kabriolety ratowały wyjątkowy wizerunek saaba. 9-3 cabrio z początku XXI wieku ciągle cieszy oko i tak już pewnie pozostanie. Nic tylko kupować, dbać, wyjeżdżać na kruzing w słoneczne niedziele.

3. MINI

Tak, MINI ma ujemną praktyczność, paskudne wnętrze i zaskakująco często się psuje. To nic. Będzie klasykiem. Po pierwsze, ze względu na kult marki, po drugie dzięki rzeszy fanów na całym świecie. Po trzecie, różne mniej lub bardziej sensowne wersje karoserii i napędu (moja ulubiona to trzydrzwiowy clubman) dają pole do popisu kolekcjonerom i znawcom historii marki. Bazowe wersje, szczególnie diesle, pewnie wyginą, ale różne coopery S, cabriolety czy coupe na pewno będą zyskiwały na wartości.

4. C3 Pluriel

Wśród klasyków z lat ’60 i ’70 duża część to małe samochody dla ludu: fiat 500, 2CV, R4, garbus czy oryginalne mini. Nawet w latach ’80 był jeszcze sacré numéro, czyli peugeot 205. Pewnie wynika to trochę z sentymentu do nich, trochę z długiej historii produkcji, a na pewno też z łatwości napraw czy odbudowy.

Dzisiejsi kandydaci na youngtimery to przede wszystkim drogie auta sportowe i limuzyny, bo kto by się emocjonował plastikowymi miejskimi jeździdełkami pełniącymi podobne funkcje co lodówka czy mikser. Dzisiejsze dzieciaki nie będą raczej wspominać rodzinnych wyjazdów na wczasy volkswagenem upem czy kią picanto.

Jednym z nielicznych wyjątków (poza wspomnianym wyżej MINI, ale to bardziej modny gadżet niż zwykłe auto) jest moim zdaniem citroen C3 w lekko zakręconej wersji pluriel. To auto oczywiście nie ma sensu, choćby dlatego, że jeśli najdzie nas ochota zmienić go w kabriolet, to zdemontowane elementy dachu będziemy musieli zostawić na poboczu. Ale to, co przeszkadza w daily driverze, może stanowić o uroku klasyka. Stawiam, że tak będzie z plurielem. Jedyny problem to mały wybór silników – właściwie ograniczony do jednego słabego 1.4. Mocniejszy 1.6 występował tylko ze skrzynią sekwencyjną. Nie jeździłem, ale nie brzmi zachęcająco.

5. Honda S2000

Taka lepsza mazda mx-5 🙂 A na pewno bardziej stylowa. Pamiątka z czasów prawdziwej, wysokoobrotowej hondy. Poza tym, podobno jeden z samochodów, w których najłatwiej sobie zrobić krzywdę, jeśli się nie kuma bazy – więc egzemplarze nie zeskrobane z przystanku mogą za jakiś czas być rynkowym rarytasem.

6. Ex aequo: Alfa Romeo GTV…

…Audi TT…

… i Fiat Coupe.

Trzy auta, pozornie z innej bajki i innych półek cenowych: drogie audi dla żon bogatych biznesmenów. Fiat dla młodych ścigantów, ze stylizacją Chrisa Bangla i topowymi silnikami z rajdowych lancii. I alfa – średnio udana kontynuacja tradycji mediolańskich coupe i kabrioletów. Karoseria wyszła tak sobie, ale wszystko rekompensują silniki V6 projektu inżyniera Busso. Każdy z tych samochodów (a szczególnie fiat) szybko się zestarzał i stracił swój sportowy appeal. Ale stawiam dolary przeciw orzechom, że za każdego z nich – w stanie niezarżniętym pod remizą, niezepsutym tuningiem, niedobitym brakiem serwisu – będzie można niedługo wziąć przyzwoite pieniądze.

7. Peugeot 406 coupe

„Ostatni ładny peugeot”. No, to pewna przesada, najnowszy 508 po liftingu też nie jest zły. „Ferrari dla biednych”. Plażo proszę. Czymkolwiek by 406 coupe nie był, na pewno jest pięknym samochodem, o klasycznej linii eleganckiego gran turismo. Mimo plebejskiego pochodzenia od marsylskiej taksówki, do dziś z zewnątrz robi wrażenie. Wewnątrz jest trochę słabiej – zwykły środek „cywilnej” czterystaszóstki, tyle, że zwykle „w świni” i „w patyku”. Niemniej – jeździłbym, że hej. Najlepiej wersją z benzynowym V6. Nie sądzę, żeby na zadbanym egzemplarzu tej wersji można było stracić – poprzednicy, czyli 404 i 504 coupe nie tracą na wartości. Następca, czyli 407 coupe, nie miał już niestety nawet połowy tej klasy i elegancji.

8. Volvo C70

Drugi szwedzki kabriolet (w przypadku volvo też alternatywnie coupe) w zestawieniu. Klimat naszych północnych sąsiadów jak wiadomo wybitnie sprzyja samochodom bez dachu… bo jak inaczej wytłumaczyć to, że im tak dobrze wychodzą. Volvo ma to wszystko co saab, minus legenda „born from jets”, plus świadomość, że producent jeszcze istnieje i może nawet wyprodukuje jakieś części zamienne. Jest też parę innych różnic na korzyść volvo – twardy dach w późniejszych wersjach i pięciocylindrowe silniki benzynowe. Mimo tego moja sympatia jest po stronie saaba. Za to C70 z wolnossącym silnikiem 2.4 może być za jakiś czas kandydatem na historię typu „pan Smith ma swoje volvo od 30 lat i przejechał nim milion kilometrów” (tak jak to P1800, któremu jakiś czas temu pękły trzy miliony. Mil.) Oczywiście, to samo można by powiedzieć o sedanie albo kombi, ale kluczem do takich rekordów jest fakt, żeby komuś chciało się taki stary samochód utrzymywać przy życiu, o co łatwiej w przypadku fun cara takiego jak kabriolet czy coupe.

To koniec mojej listy. Co byście do niej dodali, drodzy Czytelnicy*? Wpisujcie miasta!

Wszystkie zdjęcia – Wikipedia Commons.

——

* – a ja to sobie szybko odnotuję i najlepsze typy szybko wykupię z otomoto, co uczyni mnie nieprzyzwoicie bogatym. Zarobione pieniądze wydam na przednią szybę do GSA (koszt z dostawą – 390 euro…)

34 thoughts on “Future classics z przełomu wieków

  1. Część (C6, C3 Plurier) pokrywa się z listą którą robiłem jakiś czas temu u siebie. Z resztą generalnie się zgadzam chociaż w przypadku C70 zdecydowanie wolę coupe niż cabrio. Jakoś mnie nigdy kabriolety nie jarały.
    Oczywiście P406 Coupe to u mnie musthave kiedyś. Naładniejszy Peugeot ever.

  2. Dla mnie C6 to właśnie jeden z czołowych usual suspects, więc spokojnie mogło by go tu nie być.

    Za S2000 masz dużego plusa. Opis „Taka lepsza mazda mx-5 🙂 A na pewno bardziej stylowa” jest strzałem w dziesiątkę.

    Z Hond to jeszcze dodałbym ATR-a.

  3. Dobre zestawienie. Ja sam u siebie nie uwzględniłem „wersji specjalnych” (hot hatche czy kabriolety) ani aut sportowych czy quasi-sportowych (dlatego brak u mnie Fiata Coupe, Alfy GTV, Audi TT czy Hondy S2000, które zdecydowanie będą klasykami, wszystkie), ale generalnie się zgadzam. No i nr 1 – chyba jedyny typ, który obstawiliśmy wszyscy 😉

    • I wszyscy się możemy pomylić, niestety. Niedawno mój znajomy złomował całkiem dobrą xantię, do której nie mógł dostać jakiejś części hydrauliki…

  4. To ja dodam Peugeota 607. Może nie ma aż takiego potencjały „jaktajmerskiego” jak Citroen C6, ale też nie ma małego. Dodam (pewnie niektórzy czytający ten post powiedzą „o nie, to znowu ten od 607”) że miałem do czynienia z dwoma egzemplarzami tego samochodu

    • No nie wiem. Francuskie limuzyny historycznie słabo trzymały wartość, poza DS i wypaśnymi wersjami CX. 604, 505 czy renault 30 dziś kosztują niewiele.

  5. 505 to raczej samochód klasy średniej niż samochód luksusowy. No i po prawdzie patrzyłem na ceny takich samochodów jak 504 i 505, ale mimo tego że były to dość popularne samochody, dzisiaj kosztują całkiem sporo (przynajmniej w mojej opinii)

    • No tak, to racja. 504 tani nie jest. 505 to różnie. Ale przy 604 ani 605 szału nie ma. Kto wie. Może faktycznie taki 607 z V6 się wybroni.

      • Wiesz, swego czasu mocno śledziłem ceny 505 i owszem, zdarzają się okazje (choć kto wie czy gdyby bliżej się nie przyjrzeć, to czy nie okazało by się że są to co najwyżej „okazje”), ale jednak według mnie 505 kosztują już sporo. Przy czym pod pojęciem sporo mam na myśli takie sumy za jakie „chodzą” choćby Fordy Granada w dobrym stanie. Nie jest to jeszcze poziom 504. No i chyba C6 znacznie szybciej stanie się „jaktajmerem”, nie dość że mniej ich wyprodukowano, nie dość że to w dalszej linii potomek DS, to jeszcze Citroen ma „wyróżnik” pod postacią hydropneumatyki (a taki 607 to w sumie przerośnięty samochód klasy średniej, nie ma nawet napędu na tył który by go wyróżniał jak wyróżnia na tle dzisiejszych samochodów 504/505/604). Oczywiście, Citroen ma napęd na przód, ale akurat przy Citroenie napęd na przód to nie wada w mojej opinii 😉

          • Ale mi chodzi o podejście „youngtimerowo klasykowe” 😉

            Po prostu w dzisiejszych czasach prawie wszystkie ma napę na przód, tak więc tylny napęd staje się w moich oczach ciekawym wyróżnikiem

      • a, jeszcze jedno. 607 przynajmniej miał mniej kontrowersyjne V6 od PRV ze starszych Peugeotów. PRV może nie był takim złomem za jaki uchodzi w oczach niektórych osób, ale jednak nie był to chyba najlepszy silnik wszech czasów. No i 607 ma 2.7 HDI V6, wiadomo, Diesel, ale jednak 6 cylindrów może pomoże we wzroście jego „youngtimerowości” (tym bardziej jak za jakiś czas silniki V6 wymrą)

          • Miałem okazję sporo jeździć dwoma 607. Pierwszy (2001r, 2.2 HDI o mocy 133 KM, automat ZF4HP20, cztery biegi) i drugi (2006, 2.7 HDI o mocy 204 KM, automat Aisin AM6, sześć biegów). Jeśli chodzi o osiągi, to 2.7 HDI jest oczywiście znacznie, ale to znacznie bardziej dynamiczne. Co prawda pod niektórymi względami wolałem egzemplarz z 2001r (podobało mi się że automat wrzucał czwórkę i długo na niej jechał, a w tym z 2006r automat ciągle zmieniał biegi), ale jednak pod względem samej jazdy egzemplarz z 2007r jest lepszy (no i skrzynia sześciobiegowa jednak lepiej nadaje się do dynamicznej jazdy). Jednak jeśli chodzi o eksploatację, to ten z 2001r był po prostu niezawodny, a ten z 2006r psuje się ciągle. No i spotkałem się z opiniami że 2.7 HDI jest za mocny na ten automat który z nim współpracuje, co powoduje awarie skrzyni. Zresztą, właściciel tych dwóch Peugeotów „przećwiczył” konieczność naprawy skrzyni w egzemplarzu z 2006r. Z drugiej strony, ta skrzynia Aisin AM6 jest bardzo popularna, więc może nie będzie takim problemem jej naprawa za ileś tam lat, kiedy 607 będzie już leciwy

            Dodam że w tym drugim 607 popsuło się naprawdę wiele rzeczy. Przykładowo dwa razy popsuł się podnośnik szyby od strony kierowcy (za drugim razem właściciel, jego znajomy i ja sami wymieniliśmy ten element)

            Natomiast nie wiem jak z benzynowymi V6, ale wiele osób z którymi rozmawiałem jest nieco zawiedzionych osiągami tego silnika (czy może lepiej, samochodów z tym silnikiem). To nawet nie chodzi o sam silnik, jest on udany, ale jednak choć moc ponad 200 KM robi wrażanie, to samochody z tym silnikiem często uchodzą za fajne „dupowozy” na autostradę, a nie samochody do jakiejś szczególnie dynamicznej jazdy. Dodajmy że wiele samochodów z tym silnikiem (benzynowe V6 Peugeota) ma automatyczne skrzynie biegów, często dość ospałe (czterobiegowe w starszych Peugeotach, czy choćby skrzynia z Laguny II). Zresztą, co do Laguny, podobno wersja z 2 litrowym turbodoładowanym silnikiem benzynowym i ręczną skrzynią biegów jest praktycznie tak samo szybka jak wersja z benzynowym V6

  6. Ja do garażu zapakowalbym C6 i Miniaka. Za Mini przepada moja lepsza połowa i kiedys nawet myslalem czy jej nie kupic czegos z poczatku produkcji. Co do „jaktajmer alert” to fajnym przykladem na wyczucie ponadczasowego auta byl wzrost sprzedaży BMW E38 kiedy ogloszono plany zakonczenia jej produkcji. A swoją deoga e38 tez powinno byc na liście.

  7. S2k, fajne auto, ale moim zdaniem ma bardzo nijakie wnętrze. Nie pomaga mu zegarownia, która (jak wszystkie takie gadżety) z futurystycznej momentalnie stała się archaiczną.

    Poza tym powtórzę się, również w tym spisie brakuje Priusa MkII.

    • Gdyż?

      Uważasz, że na przykład Saab 9-3 cabrio będzie taniał? (przypominam, że nie chodzi mi o rasowość czy złomnikowość danego auta, tylko potencjał na wzrost ceny).

  8. Tak, spadnie do ceny zero, a potem ładne egzemplarze wzrosną do 3-5 tys zł i tyle. S2000 to jedyne auto, za które ktoś, kiedyś, powiedzmy za 15 lat, położy 10 tys euro, a za ładny egzemplarz może 20 tys. euro (zakładając, co mało prawdopodobne, że ta waluta zachowa swoją wartość).

    Cena każdego auta kiedyś wzrasta. Jak wystawisz Uno II, po emerycie, 20 tys przebiegu, garażowane i chuchane, to też je sprzedaż za 3-4 tys zł, ale to żaden klasyk.

    Tak naprawdę to twierdzę, że ze względu na to, że samochodu już się nie zmieniają (wizualnie), a do tego są coraz powszechniejsze, to tylko naprawdę auta z górnej półki staną się klasykami. Żadne tam Golfy GTI ileś tam, Peugoty, Citroeny, Volva itp. nie mają żadnych szans. Do tego nakłada się fakt, że za 20 lat dzisiejsza młodzież raczej będzie zbierała stare rowery, a nie samochody. Jak pytam moja chrześnicę (18 lat), kto w twojej klasie interesuje się samochodami to odpowiedź brzmi – NIKT.
    Chińczycy też na nie wykupią z rynku dzisiejszych klasyków średniej półki, żeby zrobić miejsce dla nowych.

    • Ciekawa teoria. Chociaż ja nie do końca się z nią zgadzam. Oczywiście, prawdziwy zarobek można mieć tylko – jeśli w ogóle – na autach naprawdę drogich, i to też napisałem na początku. Licząc TCO (czyli wliczając garaż, naprawy, ubezpieczenie) to pewnie na żadnym z tych aut nie da się zarobić. Ale:
      – co z tego, że młode pokolenie mniej się interesuje autami; liczą się dzisiejsi 30-latkowie i ich hobby jak będą na emeryturze
      – spójrz wstecz (wiem, to nie zawsze jest miarodajne, ale daje jakieś pojęcie): idealny krokodyl cabrio to ~10 K EUR i raczej nie stanieje; volvo P1800, nawet nieoryginalne, to ~20-25 KEUR; dlaczego 9-3 czy C70 nie miałyby pójść w ich ślady?
      – nieprawda, że samochody się nie zmieniają; to pachnie teorią „końca historii”, która jak wiemy nie jest prawdziwa; może z dzisiejszej perspektywy się nie zmieniają, ale za 20 lat będzie te zmiany widać.

  9. Niestety RoccoXXX ma całkowitą rację. Jest tu na liście pare fajnyc aut, zwlaszcza c6 jest wspaniały i gdyby nie zdrowy rozsądek (czyt. żona) już teraz lub wkrótce bym takiego miał, ale nikt grubej forsy za 10-20 lat za niego nie da. No może za ten konkretny egzemplarz, którym jezdził prezydent Francji, to tak.
    Zresztą zwykłe CXy (a nie ma żadnyCH specjalnycH wersji C6) też wcale nie są warte niewiadomo ile. Ot idealne egzemplarze są warte tyle co idealne okazy innyCH fur z tego segmentu (a zwykle nawet mniej).
    Gdybym miał wyłożyć własne pieniądze na Coś z tej listy z myślą o przyszłym zarobku, albo CHociaż braku straty to tylko S2000 (mimo, że bardziej podoba mi się wiele innyCH aut).

  10. Dzień dobry. Halo… raz raz, próba mikrofonu. Mimo że kocham Pluriela i gdy skończy się czas mojego aktualnego auta to zamierzam sobie taki sprawić, uważam że małe kabriolety (kompakty, mini) nie mają czegoś takiego jak „cena, która już nie spadnie, jeżeli egzemplarz jest w idealnym stanie”, w przeciwieństwie do wyżej pozycjonowanych Mercedesów, Bmw, czy nawet Saabów. Nie wiem z czym się to dokładnie wiąże, być może z estymą prestiżu, być może z powszechną opinią że duże auta są trwalsze. Golf Mk1 cabriolet, czy GTI jest tu wyjątkiem raczej, nie regułą. Wyjątkiem rozbuchanym przez popkulturę (gazety motoryzacyjne, filmy). Zerknijcie na jego ówczesnych konkurentów- skończyli znacznie gorzej. Pluriel, choć jest mym ulubionym i wymarzonym, także raczej skończy gorzej. Nie dość że popkultura go nie wylansowała, to jeszcze Top Gear zjechał go jako najgorsze i najbardziej bezsensowne auto świata- nie ma tej popularności co np dowolna BMW3 cabriolet, czy nawet Mini. A jednak to popularność i czynnik pożądania wpływają na ceny klasyków.

  11. @cubino
    Krodyl to odrębny przypadek, tylko stary garbus i stare Mini maja podobny status (na marginesie krodyla za 10 tys euro to nigdy nie widziałem – chyba, że jakiś Carloson, 20 tys przebiegu, po emerytowanym lekarzu, czyli jeden na milion).
    Porównanie Volvo P1800 do Saaba 9-3 lub czy C70 – wole żarty. 9-3 i C70 za 20 lat będą wyglądały nadal bardzo podobnie do wtedy produkowanych aut. P1800 to dzisiaj i za 100 lat zawsze będzie szyk, bajer i styl – a na to popyt jest nawet wśród ludzi, którzy nie zajrzeli nigdy pod maskę silnika.

  12. @nano
    pod warunkiem, że tym C6 prezydent jeździł z kochanką – wtedy być może stanie się egzemplarzem kolekcjonerskim za 30 tys euro 🙂

  13. Ech, z tej listy absolutnie C6, które jest samochodem przecudownym i po prostu lofficam. Myślę, że niedługo dołączy do tej listy C4 Cactus. Cudo. DS3 też w sumie ma szanse.
    Reszta już tak sobie. Pewną (nie za dużą) estymą darzę Fiata Coupe, Gtv jest fajna, ale ten przedni napęd tu w ogóle nie pasuje, no i wnętrze nie urzeka. Trochę 406 Coupe mnie łechce, za to TT absolutnie (chociaż kiedy wyszło, wstyd przyznać…).
    Moim zdaniem absolutnie Alfa Brera, którą można mieć teraz za śmieszne pieniądze, a za 10 lat ludziom będzie kopara opadać na drogach. Brałbym z Busso :).
    MX-5 zamiast S2000. Taka mała, fajna, urocza :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *